| Napisany przez ThomasBittern,
z 28-02-2008 02:00
|
Szło łatwo, zbyt łatwo. Do tej pory zachodzę w głowę jak mogłem zignorować czerwone światełko zapalające się w mojej głowie? Być może przesłoniła je fałszywa wizja bliskiego zwycięstwa w wielkim stylu. Przewaga była imponująca. Moja plansza kompanii wypełniona była całkowicie! Miałem niezłą kartę finansów, dobrego kapitana i inżyniera, świetny hangar, materiały i silnik. W rezerwie leżały dwa żetony premii. Kwiatkiem na torcie były wybudowane 3 sterowce dające cenne punkty i rozpoczęta budowa Hindenburga. Przeciwnicy byli daleko w tyle. To była nasza pierwsza rozgrywka, więc zaczęły padać głosy, że ponieważ zwycięzca jest już znany, to przerwijmy grę i rozegrajmy następną partię, bo zasady zostały opanowane i teraz można już „na ostro”. I właśnie wtedy mina mi zrzedła… Jak mogłem nie docenić Andreasa Seyfartha?! Ja niemądry! Czy naprawdę dałem się tak łatwo wyprowadzić w pole? Ja stary wyjadacz gier? Niestety! Mea culpa! Mea maxima culpa! Cały plan runął, a ja zostałem rozgromiony i to w wielkim stylu… |
|
|
| Napisany przez uiek,
z 26-02-2008 02:00
|
 Jak wiadomo błędów nie robi tylko ten, kto nie robi nic. Ta niezwykle prosta prawda nie omija także świata planszówek. Nie wiem jak Wam, ale mnie będzie trudno wskazać osobę, która kiedykolwiek czytała zasady gry i podczas pierwszych rozgrywek nie popełniła żadnego błędu (chyba, że czytała jedynie zasady do wojny). Często owe pomyłki wynikały z wielu wyjątków od zasad, innymi razy ze źle zinterpretowanych reguł, a czasami z niejasności w instrukcji. Nie ważne jakie było ich źródło, faktem jest, że błędy się zdarzały, zdarzają i będą się zdarzać. Różnie także bywa z wykryciem owych błędów – czasami już na początku pierwszej rozgrywki coś nam nie pasuje i wówczas sięgamy do instrukcji. Innymi razy po kilku rozgrywkach ot tak przeglądamy zasady w celu przypomnienia sobie reguł i wtedy okazuje się (o dziwo!), że dotychczasowe rozgrywki były prowadzone nie do końca zgodnie z tym co wymyślił autor i wydawca. Czasami z błędu wyprowadza nas osoba, która grała dotychczas w innym towarzystwie. Ot, na takim „gościnnym występie”, podczas wspólnej rozgrywki po naszym wspaniale zaplanowanym ruchu pada zamierająca krew w żyłach fraza „Tak nie możesz.”, która rujnuje nasz światopogląd… |
|
|
| Napisany przez khaox,
z 21-02-2008 02:00
|
Dawno dawno temu żyli rycerze. Bywali lepsi lub gorsi, przystojniejsi lub brzydsi, mający więcej lub mniej szczęścia. Przypadek rycerza pechowca nie jest dla nas szczególnie interesujący, chyba, że będziemy chcieli prześledzić rozmaite formy umierania, upadania czy bycia rozgniatanym przez konie. Druga grupa rycerzy, obdarzonych szczególnym szczęściem też jakoś ciekawa nie jest. Bo powiedzcie, co fajnego z punktu widzenia gracza w zabawianiu panien na dworze lub wydawaniu fortuny w rozmaitych karczmach. Jest jeszcze grupa z pogranicza. Nie było im pisane umrzeć, szczególnej chwały też nie doznali. Aby taki rycerz nie psuł heroicznego wizerunku swojej grupy mógł zostać odsunięty na bok lub obdarowany... np. wsią. Jego własną piękną gromadą krytych słomą chatek i krzątających się tu i ówdzie chłopów. I w takich właśnie obdarowanych wcielamy się w grze Medievalia. |
|
|
| Napisany przez uiek,
z 20-02-2008 02:00
|
Jeszcze kilka lat temu, kiedy kupowałem nowe gry, nie miałem zwyczaju sprawdzać, czy posiadają one oznaczenia dla osób nie odróżniających kolorów. Owszem wiedziałem, że m.in. pierwsze wydanie Ticket to Ride różniło się od drugiego m.in. tym, że drugie posiadało oznaczenia dla daltonistów (poza tym tor punktacji był dłuższy, a karty miały białe obwódki zamiast czarnych), jednak nie zaprzątałem sobie tym specjalnie głowy. Może z moim wzrokiem najlepiej nie jest (w końcu te dwa denka od butelek po jabcokach, które codziennie noszę na twarzy o czymś świadczą), jednak z odróżnianiem kolorów problemu nie miałem nigdy. Potrafiłem odróżnić czerwony od zielonego czy niebieski od żółtego (choć jak każdy facet przegrywałem podczas rozmów z kobietami – w końcu lilia to kwiatek, a nie kolor, a brzoskwinia to owoc, a nie odcień pomarańczowego). Jednak do czasu… |
|
|
| Napisany przez uiek,
z 18-02-2008 02:00
|
Data: 02.02.2008 Godzina: 21:09 Miejsce: siedzące przy komputerze
uiek: planujesz dzisiaj wygrać jakąś aukcję na Allegro? pomimo: chodzi ci o flixa? (…) uiek: tak (…) pomimo: weź go, ja muszę oszczędzać (…) uiek: ok, wielkie dzięki :) (…)
Oto jak można na Allegro uniknąć niepotrzebnego podbijania ceny ;) Wiedząc doskonale, że Pomimo także wyszukuje i wykupuje gry na Allegro wolę ustalić, czy czegoś nie chce kupić. Skoro i tak nabywca może być tylko jeden, to po co mamy nawzajem podbijać niepotrzebnie stawkę? |
|
|
|
|
«« start « poprz. 1 2 nast. » koniec »»
|
| Pozycje :: 1 - 9 z 12 |