Babel
Gracz na zakupach

Napisany przez uiek, z 16-01-2008 02:00


Jasne jak słońce jest, że gry kupuje się w sklepach z grami (których na szczęście w Polsce jest coraz więcej). Często można nabyć je także w sklepach z ogólnie pojętą fantastyką. Co bystrzejsi zaglądną czasem do sklepów z zabawkami, które jeszcze kilka lat temu były jednym z głównych źródeł gier (podobnie jak polikwidowane składnice harcerskie) i zapewne wiele osób to właśnie w nich kupiło swoje gry z Encore czy Sfery. Zresztą na gry można było natknąć się w sklepach papierniczych, kioskach z prasą czy księgarniach. Można je tam znaleźć i dziś, jednak ich wybór jest na ogół zawężony do gier dla dzieci i to wcale nie tych najlepszych.
Jednak nie o tych oczywistych miejscach chciałem dziś napisać, ale o miejscach gdzie wiele osób mogło się nie spodziewać kupić gier, ani elementów do gier.

Znaczniki są wszędzie!!!

Czy po zakupie jakiejś gry okazywało się, że potrzebujecie znaczników? Zapewne nie raz potrzebne było „coś” do oznaczania zdobytych punktów, zarobionego złota czy posiadanej amunicji. Osoby z bogatą kolekcją gier raczej nie mają w takich wypadkach problemu – po prostu sięgają do innej gry i wyjmują z niej co potrzebne. Co jednak, jeżeli nie mamy w innej grze potrzebnych elementów? Ano, musimy je zdobyć sami. Wyruszamy wtedy na łowy i szukamy sami nie wiedząc gdzie i niejednokrotnie efekt polowań bywa mierny. A prawda jest taka, że znaczniki są WSZĘDZIE! Tak tak, to nie czcze gadanie! Nie wierzycie? No to chodźcie ze mną:

Oto przed nami sklep zoologiczny z akcesoriami akwarystycznymi. Wchodzimy. Po co? Zaraz zobaczycie :o)
Nie rozglądając się docieramy do kasy i pytamy o żwirek akwarystyczny. Miła pani wskazuje nam odpowiednią półkę i już mamy pierwsze trofeum! Wybieramy pomiędzy różnokolorowymi kamyczkami sprzedawanymi w gotowych zestawach lub na wagę. Ten żółty żwirek idealnie nada się do oznaczania zdobytego złota. Oczywiście będzie trzeba go przesiać przez sitko ze średnimi oczkami, ponieważ te małe i tak zaraz pogubimy, ale mimo to zakup jest opłacalny. Płacimy i wychodzimy mając w plecaku woreczek z dość oryginalnymi znacznikami – każdy z nich jest inny, jak samorodki złota wykopane podczas gorączki złota.
Sklep zoologiczny… kto by pomyślał.

Żaden żwirek! To są złote samorodki!

Jednak to dopiero początek naszych poszukiwań. Tuż za rogiem jest kwiaciarnia. Nie, nie mam zamiaru kupować sobie nawozu do mojego bonsai! Idę tam po kolejne znaczniki. Po wejściu szukamy regału z różnymi akcesoriami, figurkami i tego typu rzeczami, których w wielu kwiaciarniach jest nie mało. Znajdujemy na nim masę szklanych i plastikowych kamyczków. Niektóre wyglądają identycznie jak klejnoty z Niagary! Powiedzcie mi jak tu ich nie kupić, zresztą popatrzcie na cenę – za taką kwotę to naprawdę grzech wyjść nie mając ich w plecaku (oczywiście po uprzednim uiszczeniu w kasie stosownej opłaty). Przy okazji kupimy nową doniczkę na zielsko, które stoi na szafie.
Pamiętajcie - następnym razem kiedy pójdziecie kupować kwiatki rozglądnijcie się uważnie, a nuż uda się coś znaleźć!
Kryształki

Przechodzimy na drugą stronę ulicy – sklep z artykułami metalowymi. Skoro już jesteśmy w okolicy to warto zaglądnąć. Oto przed nami rozciągają się szufladki ze stosami monet do gier. Zapytacie pewnie gdzie. Odpowiedź jest prosta – podkładki! Wachlarz ich rozmiarów i kolorów jest na tyle duży, że można przy ich pomocy zastąpić zniszczone banknoty, czy pogubione żetony z wielu gier. A przy okazji można kupić śrubki niezbędne do naprawienia stołu do grania ;o)

Teraz wybierzmy się do marketu „budowlano-majsterkowo-sanitarno-kto tam wie co jeszcze” (mówiąc po ludzku: Praktikera, Obi czy Castoramy). Nie, nie jedziemy tam ani po podkładki, ani po kryształki (bo i tutaj można je czasem znaleźć). Szukamy drewnianych kołków do zatykania dziur po sękach/wywierconych otworach. I znowu znajdujemy ich różne rodzaje i rozmiary. Kosztują na tyle mało, że bez zastanowienia wrzucamy do koszyka i idziemy do kasy. Co więcej, idealnie nadają się one na pionki do wszystkich gier jakie sami wymyślimy – po kilku maźnięciach farbą otrzymujemy różnokolorowe zestawy, a kiedy nam braknie elementów kupimy po prostu kolejną paczkę :o)

Kołki do zatykania otworów po sękach.

Wszystkie powyższe przykłady to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej. Szklane i plastikowe kryształki, łezki czy rozpłaszczone kulki można znaleźć w IKEI, Jysku czy sklepach „wszystko po X złotych”. W tych ostatnich czasem znajdziemy też chińskie monety, które o wiele lepiej będą wyglądały podczas rozgrywki w „Rok smoka” niż te kartonowe krążki. Już nie mówiąc o tym ile na tym zyska klimat rozgrywki!
Podobnie będzie kiedy odwiedzimy pchli targ i giełdę staroci. Aż trudno opisać co tam można znaleźć!!!

Od góry po lewej: kołki z marketu, kryształki z IKEI.
Na dole: żwirek akwarystyczny.

No dobra, a co z grami?
Skoro już pół plecaka jest wypełnione wszelkiego rodzaju znacznikami to może poszukamy jakiś gier? O! Szmateks. Zaglądniemy?

Tak, tak nie ma się co wstydzić. Jesteśmy właśnie w firmie, która sprzedaje „odzież używaną na wagę”. Może się to wydawać dziwne, ale wśród zabawek, które trafiają do takowych przybytków czasami można spotkać i gry. Na ogół są to proste dziecięce turlanki, czasem trafimy na Trivial Pursuit czy Monopoly (owszem, nie są to wybitne gry, ale jest to jakiś znak), ale innym razem możemy znaleźć coś o wiele ciekawszego. Powiem szczerze, że często mam wrażenie, że gry które kupuję na Allegro pochodzą właśnie z takich miejsc. Oczywiście sprzedający nigdy nie ujawniają skąd biorą swój towar, ale niewykluczone, a wręcz bardzo prawdopodobne, jest, że pochodzi on ze szmateksu. Świadczy o tym regularność wystawiania gier (dostawy do szmateksów), stan gier oraz to na ile sprzedający zna się na tym czym handluje.

Kto wie ile z tych gier pochodzi ze szmateksu? (wszytskie kupione na Allegro)

Ostatnim miejscem jakie chciałem Wam zaprezentować jest to, które zainspirowało mnie do napisania tego tekstu – sklep z odzieżą i artykułami indyjskimi. Właśnie w takim sklepie Grace kupiła mi zestaw mikro Madżonga oraz prosty zestaw do XiangQi, składający się z pionów oraz foliowej planszy. Kiedy mi o tym powiedziała nie mogłem się nadziwić – gry w Shivie??

Chińskie domino i Madżong.

Kilka tygodni później, kiedy sam wybrałem się na rekonesans okazało się, że miała ona oczywiście rację. Co więcej, na sklepowych półkach wypatrzyłem tam kolejne gry: chińskie domino (które już dawno chciałem kupić, a którego opis możecie znaleźć TUTAJ), ładną dużą składaną planszę do XiangQi, kamienie i plansze do Go (od niespecjalnych, po naprawdę ładne), karty do gry, różne zestawy do Madżonga (od mikro, takiego jak mój, do ekskluzywnego, wykonanego z kości), a także duże ilości zwykłego domina zapakowanego w drewniane skrzynki. Do tego jeszcze wszystkie towary są tam obecnie przecenione o 50% i już za mniej niż 200zł można kupić Madżonga, który na Allegro jest sprzedawany po około 400-500zł! Zestaw do XiangQi, który widzicie na poniższym zdjęciu, można mieć za około 50zł!

XiangQi - chińskie szachy


Muszę przyznać, że sklep z indyjską odzieżą wydawał mi się jednym z ostatnich miejsc (zaraz po mięsnym, warzywniaku i sklepie z bielizną), w których mógłbym szukać gier. Jak kolejny raz się okazało pozory mogą mylić, a życie weryfikuje kolejne teorie.

Możecie zapytać po co powstał powyższy tekst. Moim celem było pokazanie, że gry i akcesoria do nich można znaleźć w wielu miejscach i wystarczy się tylko uważnie rozglądać, bo nigdy nie wiadomo na co się trafi. Nigdy nie wiecie, czy w małym lokalu za rogiem nie znajdziecie czegoś, czego szukacie od dawna. Ba! Byliście już skłonni ściągać to z zagranicy ponosząc ogromne koszta, podczas gdy mieliście to tuż pod nosem.

Tekst ten ma jeszcze jeden wydźwięk, trochę mniej pozytywny i jest on swego rodzaju ostrzeżeniem ;o). Otóż prawda jest taka, że gdzie nie puścisz gracza, zawsze coś znajdzie i przytarga :oD Udanych poszukiwań!

Archiwalne komentarze:

Grace pisze...

I tak to uiek wiecznie jest bez grosza...
Co zarobi to wydaje na gry lub akcesoria, bo wszędzie się coś trafi...
nie ma dnia, żeby do pokoju nie przybywało coś nowego (często dziwnego)...

Uważajcie, jak będziecie tak zbierać gry to też Was to może czekać!!! ];->

Zgred pisze...

Mogę tylko potwierdzić... Domino "double nine", bardzo solidne, w metalowej puszce kupiłem za grosze w kwiaciarnio-pamiątkarni, w małym mieście. A i w lumpexach można coś trafić, to prawda...

draco pisze...

Ale za żwirek w sklepie akwarystycznym to mocno przepłaciłeś. Sitko, strumyk lub plaża lub żwirownia i masz za darmo.

Grace pisze...

ale wiesz, ten już jest kolorowy, czyściutki, pod ręką (bo nie trzeba szukac żadnych z wymienionych miejsc), a do tego chyba aż tak znowu dużo nie kosztuje...

uiek pisze...

Draco, nie mogę się z Tobą zgodzić. Akurat żwirek można mieć w kilku wyraźnie odróżnialnych kolorach, a żwir z plaży (kamyki ze żwirowni) raczej nie będzie występował w kolorach potrzebnych do gier ;)

Ogólnie pierwsza część artykułu miała pokazać, że potrzebne elementy są nie raz bardzo blisko - bliżej niż sądzimy (i na pewno bliżej niż plaża, czy żwirownia ;))

draco pisze...

A jakie chcesz kolory? Mogę Ci wysortować dowolne w dowolnym rozmiarze i za darmo. Tylko czas jest problemem. w ferie. Pisałem w żwirowniach pracę mgr i mam tego sporo.

Grace pisze...

Wow, to zrób kolekcje, zdjęcie i się pochwal ;)
Może jeszcze na tym zarobisz?

draco pisze...

Kolekcję to ja mam, ale minerałów i skamieniałości.

Zarobić można sporo. Piasek z Games Workshop kosztuje 32zł za 220 gram. W żwirowni 20gr za tonę.


Dodaj do ulubionych Drukuj Wyślij znajomemu Powiązane artykuły

Komentarze użytkowników  RSS feed komentarz
 

Średnia ocena użytkownika

   (0 głos)

 

Żaden komentarz nie wystawiony

Dodaj swój komentarz



mXcomment 1.0.4 © 2007-2008 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Wielkość liter
+ Powiększ tekst
Pomniejsz tekst -
Licznik odwiedzin