| Napisany przez uiek,
z 26-02-2008 01:00
|
 Jak wiadomo błędów nie robi tylko ten, kto nie robi nic. Ta niezwykle prosta prawda nie omija także świata planszówek. Nie wiem jak Wam, ale mnie będzie trudno wskazać osobę, która kiedykolwiek czytała zasady gry i podczas pierwszych rozgrywek nie popełniła żadnego błędu (chyba, że czytała jedynie zasady do wojny). Często owe pomyłki wynikały z wielu wyjątków od zasad, innymi razy ze źle zinterpretowanych reguł, a czasami z niejasności w instrukcji. Nie ważne jakie było ich źródło, faktem jest, że błędy się zdarzały, zdarzają i będą się zdarzać. Różnie także bywa z wykryciem owych błędów – czasami już na początku pierwszej rozgrywki coś nam nie pasuje i wówczas sięgamy do instrukcji. Innymi razy po kilku rozgrywkach ot tak przeglądamy zasady w celu przypomnienia sobie reguł i wtedy okazuje się (o dziwo!), że dotychczasowe rozgrywki były prowadzone nie do końca zgodnie z tym co wymyślił autor i wydawca. Czasami z błędu wyprowadza nas osoba, która grała dotychczas w innym towarzystwie. Ot, na takim „gościnnym występie”, podczas wspólnej rozgrywki po naszym wspaniale zaplanowanym ruchu pada zamierająca krew w żyłach fraza „Tak nie możesz.”, która rujnuje nasz światopogląd…
Jednak nie chcę odkrywać na nowo Ameryki pisząc o tym, że ludzie się mylą. Chciałem opisać błędy, które „zostały”. O decyzjach podjętych świadomie przez graczy, aby nadal grać z błędem, pomimo iż instrukcja mówi inaczej. Poniżej przedstawię kilka przykładów błędów, które postanowiliśmy zatrzymać oraz uzasadnię dlaczego nasza decyzja była taka a nie inna.
Kiedy po raz pierwszy pomyślałem o tym temacie na myśl przyszły mi 3 gry: Bang!, Hart an der Grenze oraz Złodziej Bagdadu.
Bang! to wydana w zeszłym roku na naszym rynku gra w klimatach spaghetti westernu, w której gracze wcielają się w role rodem z dzikiego zachodu - szeryfa, jego zastępców, bandytów i renegata. Każda z tych ról ma swoje określone zadanie, które to przede wszystkich wykonuje się poprzez umiejętne rozdzielanie partii ołowiu. Kule świszczą w powietrzu, gracze wykonują szalone uniki rodem z Matrixa, a trup ściele się gęsto.
Na naszych krakowskich spotkaniach w Bang! kilka tygodni (jeżeli nie miesięcy) graliśmy na złych zasadach. W pewnej chwili doszło do sytuacji, kiedy to co tydzień zmieniały się zasady rozgrywki. Powody tego były przeróżne: ktoś tam przeczytał instrukcję jeszcze raz, ktoś inny kupił dodatek, w którym była mowa o czymś nowym, a to ktoś dorwał oficjalne FAQ, itd. Zmian było wiele i już prawdopodobnie nie sposób przytoczyć wszystkich.
Jednak pomimo ciągłych zmian jeden błąd się „ostał”. Otóż zgodnie z zasadami każdy gracz dostaje jedną losową postać, która jest mu przypisana, a drugą kartę z postacią dostaje tylko po to, aby pełniła rolę licznika poziomu życia. U nas każdy dostaje dwie postaci, z których wybiera jedną. Dzięki temu można o wiele lepiej dostosować swoją postać do wylosowanej roli. Owszem, przez to powstają wspaniałe combosy w stylu Renegat „grabarz”, albo Szeryf który może zagrywać bangi i mancato na zmianę, ale gra się nam wtedy wspaniale. Dzięki temu gracze zawsze mogą wybrać swoją umiejętność, a nie są skazani na słabą postać, którą mogą niewiele zdziałać (zwłaszcza biorąc pod uwagę ich rolę). Rozgrywka jest o wiele bardziej dynamiczna i zabawna, a o to przecież chodzi w grach – aby wszyscy dobrze się bawili.
Hart an der Grenze to wesoła gra, w której gracze wcielają się w turystów przekraczających granicę (prawdopodobnie Meksyk-USA, choć nigdzie nie jest to napisane wprost). Jak wiadomo z zagranicznych wojaży turyści nie zawsze przywożą tylko dozwolone towary. Czasem w ich bagażu „zapląta się” jakaś pamiątka – flaszka alkoholu, paczka cygar, albo starożytna inkaska statuetka. Podczas rundy każdy gracz wciela się raz w rolę dzielnego przedstawiciela służb celnych i jego zadaniem jest znalezienie największej kontrabandy, zarekwirowanie jej oraz nałożenie kary adekwatnej do przestępstwa. Czasem też może mu się udać uszczknąć coś dla siebie, w końcu praca celnika na wiecznie gorącej granicy jest niezwykle ciężka, a do tego liczną rodzinę nie jest tak łatwo wyżywić.
W tej grze każdy gracz-turysta deklaruje zawartość swojego bagażu (informując celnika o ilości i rodzaju przewożonych przedmiotów). Zgodnie z zasadami gracz może „mijać się z prawdą” na temat tego co przewozi (zwłaszcza, że wolno deklarować jedynie legalne towary), jednak ma obowiązek podać zgodnie z prawdą liczbę kart, jakie umieścił w swoim kuferku. Bardzo długo grałem tak, że można kłamać na temat ilości kart. Dopiero po przeczytaniu na sieci wypowiedzi jednego z autorów gry okazało się, że tak nie wolno (zawsze należy podawać faktyczną liczbę kart umieszczoną w kuferku, ich zawartość to już inna sprawa).
Jednak powiem szczerze, że nie za bardzo się tym przejąłem i nadal pozwalam na kłamanie w kwestii ilości kart. Dlaczego? Ano dlatego, że jest po prostu weselej. Jakże wielkie jest zdziwienie celnika, kiedy niewinnie wyglądająca osoba, która zadeklarowała posiadanie w bagażu jednego sombrero dobiera na początku kolejnej tury pięć kart (czyli miała w bagażu pięć przedmiotów a nie, jak zadeklarowała, jeden kapelusz). Jakże wielka jest radość pracownika służb granicznych, kiedy może zrewidować bagaż turysty i znaleźć tam inkaskie statuetki i zatrzymać je dla siebie – w końcu będzie za co kupić dzieciakom nowe zabawki…
Ostatni przykład jaki na dziś przygotowałem jest związany z grą Złodziej Bagdadu. Kilka miesięcy temu Thomas napisał recenzję tej wspaniałej gry, dlatego wszystkie osoby, które nie znają tego tytułu zachęcam do zapoznania się z jego tekstem. W skrócie w grze chodzi o to, żeby jak najszybciej ukraść z pałaców odpowiednią liczbę skrzyń przy pomocy swoich złodziejaszków, których do pałaców wprowadzają sprzymierzeni z nami strażnicy.
W powyższej grze jedna z zasad mówi, że gracz może przestawić swojego strażnika z jednego pałacu do drugiego jeżeli zagra kartę w kolorze pałacu z którego wychodzi strażnik lub w kolorze pałacu do którego się udaje. W obu przypadkach wolno mu także zabrać ze sobą jednego swojego złodzieja, którego wyłożył wcześniej w opuszczanym pałacu.
Także i w tym wypadku nie ustrzegliśmy się błędu. Przez pierwszy miesiąc graliśmy tak, że złodzieja można zabrać ze sobą tylko wtedy, gdy zagra się kartę w kolorze pałacu docelowego. Dopiero znajomy uświadomił nas jak wielce się myliliśmy.
Po zastanowieniu doszliśmy z Grace do wniosku, że nasza zasada jest lepsiejsza i bardziejsza niż to co znajduje się w instrukcji. W końcu czemu przestawianie strażnika ze złodziejem ma być tak samo łatwe jak przestawianie samego strażnika? Jak chcesz się dorobić to musisz się narobić! Dlatego nadal gramy tak, że jeżeli przestawia się strażnika ze złodziejem to karta musi być w kolorze pałacu docelowego. Dzięki temu rozgrywka jest bardziej wymagająca i zmusza do całkowitej zmiany swojej strategii. Owszem, jest trudniej, ale nikt nie mówił, że życie złodzieja jest proste…
Trzy powyższe przykłady są jedynie wierzchołkiem góry lodowej „błędów, które zostały”. Podejrzewam, że wielu z Was ma błędy, które spodobały się graczom na tyle, że zamieniły oficjalne zasady. Podzielcie się z nami owymi zmianami! Jest to doświadczenie o tyle celne, że potrafi czasem odkryć na nowo niejeden tytuł co na pewno przynajmniej kilku osobom sprawi niemałą radość. :o) Archiwalne komentarze: |
Bo instrukcje powinny być pisane jaśniej - w wielu recenzjach czytałem , że są błędy z interpretacją danej instrukcji gry. Nie wiem, może powinni jakieś przykłady do zasad podawać, nie mam pojęcia, ale na pewno jaśniej powinny być napisane :]
Fajny tekst, od razu mi sie przypomnialy Bangi:)
Niestety nie wszystkie instrukcje są pisane jasno i klarownie. Co więcej dość często piszą je osoby, które nie mają pojęcia w jaki sposób instrukcje pisać należy. Czasami też, winni jesteśmy my - gracze. Bo za szybko palimy się do gry. Instrukcja do Złodzieja Bagdadu, jest napisana jasno i zrozumiale, ale jak komuś się wydaje, że "tak ma być" bo logika i "zdrowy rozum" tak nakazuje, to tak jest, a potem już nie sposób się od tego uwolnić :). Grunt, żeby wszyscy grali wedle tych samych zasad!
a z tym Bangiem to i tka pamiętam jak graliśmy w nieco innym gronie to jeszcze inne zasady wchodziły! (odnośnie ilości posiadanej broni).
Ale ot jest chyba taka gra, przed którą trzeba się upewnić, że wszyscy znają jedne zasady, a cokolwiek jest innego, wymaga ustalenia przed rozgrywką.
Inne z tych błędów jakoś są nawet fajne ;) czasem faktycznie sensowniejsze od oryginalnych zasad!
Rzeczywiście Bang! jest świetnym przykładem:) czasami po dłuższej przerwie siadając do rozgrywki sama już nie wiem, które zasady obowiązują, a które nie:)
Nam również zdarza się grać dopiero po 3 rozgrywce zgodnie z prawidłowymi zasadami, ale często jest tak, że modyfikujemy je na własne...
W Carolus Magnus 'zapominaliśmy' na początku gry o dodaniu na każdy element planszy po jednym zasobie i też grało się super:)
Tak samo spotkałam się, że w Carcassonne jedni punktują miasto złożone z dwóch fragmentów za 2 (zgodnie z instrukcją) lub za 4 punkty...kwestia tylko i wyłącznie dogadania się i ustalenia zasad:)
W Ticket to ride Switzerland nie odkładamy proponowanej liczby wagoników i gramy wszystkimi:)
Takich modyfikacji znalazło by się jeszcze trochę, ale to te pierwsze, które wpadły mi do głowy:)