Start arrow Recenzje arrow Keltis
Babel
Keltis

Napisany przez uiek, z 06-06-2008 09:00


 Magiczne koniczyny przemieszczają się wzdłuż kamiennych torów, za sprawą wykorzystania tajemniczych symboli przywodzących na myśl celtyckie węzły. Czasem magia torów sprawia, że właściciele koniczynek zdobywają zielone kamienie, które posiadają moc spełniania życzeń. Czasami też następuje swego rodzaju reakcja łańcuchowa i ruch jednej koniczyny wymusza ruch innych magicznych roślin. Wszystko to dzieje się powoli, do czasu kiedy pięć koniczyn nie pokona określonego dystansu. Wtedy też spośród druidów wyłania się najlepszego.

 

Keltis to pozycja dla 2-4 graczy, za której stworzenie odpowiedzialny jest Reiner Knizia, a wydawcą jest Kosmos. Jest to jedna z pięciu gier nominowanych do tegorocznej nagrody Spiel des Jahres, dlatego też postanowiłem się bliżej przyglądnąć temu tytułowi.

Pod osłoną magii – elementy

Gra zapakowana jest w standardowe, duże pudełko (wielkości Osadników), a w jej wnętrzu znajdziemy:
  • planszę
  • 110 kart: karty są w pięciu kolorach o wartościach 0-10 (każda karta występuje w talii dwukrotnie)
  • 24 drewniane znaczniki w kształcie czterolistnej koniczynki, 4 to znaczniki punktacji, a pozostałe 20 to 4 zestawy złożone z 4 średnich koniczynek i 1 grubej – są to znaczniki, które gracze poruszają po torach
  • 25 kwadratowych żetonów premii
  • 4 znaczniki kolorów graczy (duże koniczyny)

Wszystkie elementy są wykonane w sposób charakterystyczny dla Kosmosu, czyli nie ma się do czego przyczepić. Plansza i elementy kartonowe są wykonane z grubej tektury i sprawiają wrażenie wytrzymałych. Przeżywają bez problemu lekkie wygięcia, ale nie sprawdzałem już jak znoszą gryzienie (ale pewnie trochę by ucierpiały). Karty są wydrukowane na dobrej jakości papierze, a drewniane znaczniki są równo wycięte i ładnie pomalowane. Nie ma nad czym piać z zachwytu, ani nad czym płakać – wszystko jest po prostu tak jak być powinno.

Gra też nie olśniewa pod względem graficznym – wszystko przedstawione jest w sposób symboliczny. W grze dominuje zieleń i symbole stylizowane na celtyckie (węzły) więc powinna przypaść do gustu miłośnikom koloru irlandzkich wzgórz i tego z czym kojarzy się św. Patryk. Warto wspomnieć, że wydawca zadbał, aby kolory występujące na kartach i na planszy były przystosowane dla osób ze ślepotą kolorów. Czyli kolejna sprawa załatwiona wzorowo.

Zasady gry

Plansza przedstawia 5 torów, po których poruszają się koniczynki (pionki) graczy. Przed rozgrywką na specjalnie oznaczonych polach rozkłada się w sposób losowy 25 żetonów premii, a każdemu graczowi wręcza się zestaw złożony z 8 kart.

Podczas swojej tury gracz musi wykonać dokładnie dwie czynności:
  1. zagrywa kartę z ręki
  2. dobiera kartę

W ramach zagrania karty gracz może wyłożyć ją przed sobą, albo odłożyć ją na stos kart odrzuconych danego koloru. Jeżeli kartę wykłada przed siebie to zaraz potem przesuwa swoją koniczynkę o jedno pole na torze, który kolorem odpowiada zagranej karcie. Jeżeli koniczynka wejdzie na żeton specjalny to gracz wykonuje akcję związaną z żetonem: otrzymuje punkty zwycięstwa, porusza dodatkowo jeszcze jeden pion (może być ten sam) lub zabiera żeton z zielonym kamieniem.

Podczas zagrywania kart w danym kolorze gracz musi układać je przed sobą w formie kolumny. Podczas dokładania kolejnych kart należy pamiętać, że wartości kolejnych kart w układzie muszą rosnąć ALBO maleć (ewentualnie gracz może dołożyć kartę o wartości identycznej jak poprzednia zagrana karta), a do tego karty muszą być układane na sobie (nie wolno wsuwać kart pomiędzy te wcześniej zagrane).
W ramach dobrania karty gracz bierze jedną kartę z zakrytej talii lub z wierzchu jednego z odkrytych stosów kart odrzuconych.



Rozgrywka kończy się w momencie kiedy w obszarze końcowym (na który składają się trzy ostatnie pola torów) znajdzie się łącznie pięć pionków lub talia ulegnie wyczerpaniu. Następnie gracze podliczają zdobyte punkty: za każdy pionek otrzymują punkty zgodnie z wartością pola, na którym zakończył on ruch oraz otrzymują lub tracą punkty w zależności od liczby zdobytych zielonych kamieni. Warto wspomnieć, że gracz ma do dyspozycji jeden pionek, który podwaja wartość pola, na którym zakończy grę i jego umiejętne wykorzystanie jest bardzo ważne do końcowej punktacji.

Zwycięża gracz, który na końcu rozgrywki posiada najwięcej punktów zwycięstwa.

Magia w praniu

Jak łatwo zauważyć Keltis bardzo mocno przypomina inną grę Reinera Knizi – Zaginione Miasta (Lost Cities). Zresztą z tego też powodu nazywany jest czteroosobową wersją Zaginionych Miast. Dlatego też podczas opisu wrażeń z gry będę się odnosił do nich, ponieważ obie gry trafiają do podobnego odbiorcy – miłośnicy Lost Cities polubią Keltis, a gracze uważający LC za nic ciekawego nie pokochają gry z czterolistnymi koniczynkami.

Tak się składa, że Zaginione Miasta są jedną z niewielu gier Knizii, które toleruję i w które grywam dość chętnie. Dlatego też muszę przyznać, że Keltis przypadł mi do gustu. Rozgrywka jest stosunkowo szybka i przyjemna, chyba, że trafimy na „mózgowców”, którzy potrafią każdą grę przeciągnąć tak, że tydzień to mało na skończenie partii. Dzięki wprowadzeniu kilku minimalnych zmian gra zyskała w stosunku do swojego dwuosobowego poprzednika, stając się mniej losową oraz odrobinkę bardziej interakcyjną.



Podczas gry nasze myślenie nie ogranicza się jedynie do suchego analizowania własnych posunięć, z prawie zerowym patrzeniem co robi przeciwnik (jak ma to miejsce w Zaginionych Miastach). Teraz niejednokrotnie musimy przesuwać nasze pionki do przodu biorąc pod uwagę nie tylko to co mamy na ręku, ale także gdzie są przeciwnicy. Dzieje się tak ze względu na żetony z zielonymi kamieniami – jeżeli nie mamy na końcu rozgrywki odpowiedniej ich ilości to od końcowego wyniku odejmowane są punkty, a gdy mamy ich odpowiednio dużo to dostajemy dodatkowe punkty. W obu wypadkach może mieć to znaczny wpływ na nasze miejsce w klasyfikacji (zwłaszcza dodawanie punktów, gdyż pozwala ono na uzyskanie 10 punktów ekstra). Wydawałoby się, że to niewiele, ale jednak cieszy.

A jak jest ze zmniejszeniem losowości, o którym wspomniałem? Mogłoby się wydawać, że w tej kwestii wszystko wygląda tak samo, gdyż tak jak w Lost Cities wykładamy karty kolejno i dobieramy nowe. Otóż nie do końca tak jest tak. W Keltis karty możemy w ramach kolumny układać rosnąco lub malejąco. Ta niewielka zmiana sprawia, że osoby, które w Zaginionych miastach były skazane na porażkę tutaj mają szanse na wygraną. Otóż w momencie kiedy gracz otrzyma na początku rozgrywki same wysokie karty nie jest w kłopocie – nie musi czekać na niskie karty, aby rozpocząć wykładanie rzędów. Zamiast tego może zacząć wykładanie od dużych wartości. Uważacie, że nic to nie zmienia? Spróbujcie zagrać w Zaginione miasta z tą możliwością to przekonacie się w jakim jesteście błędzie.

Zmiana jest znacząca i moim zdaniem wyraźnie poprawia mechanizm z Lost Cities, co nie zmienia faktu, że osoba, która przez całą partię nie ma szczęścia do kart jest na straconej pozycji.



Moim zdaniem gra bardzo dobrze sprawdza się przy różnej liczbie graczy, choć zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu wersja dla 4 osób, niż wersje dla 3 i 2 graczy. Przy 4 graczach mamy do czynienia z ciekawą rywalizacją, która oparta jest nie tylko o osobiste przeliczanie, ale także o analizę posunięć rywali. Do tego duża liczba rywali niesie ze sobą trochę niepewności i niespodzianek w postaci tego co zrobią przeciwnicy. Przy minimalnej liczbie graczy mamy raczej do czynienia z wyścigiem, który wygra ten kto lepiej wykorzysta zdobyte karty (podobnie jak w Zaginionych miastach, jednak tutaj gracze mają nad działaniami większą kontrolę).

Tak naprawdę jedyną rzeczą, która może odstraszać w tej grze jest abstrakcyjność. Tak naprawdę gra mogłaby nazywać się Ugabuga, a zamiast czterolistnych zielsk moglibyśmy poruszać włochatych jaskiniowców i zabawa byłaby taka sama (jak nie większa ;o)). Dlatego osoby bardzo wyczulone na klimat w grach mogą uznać ją za suchą i nieciekawą.

Podsumowanie

Keltis to dobra gra, która spodoba się przede wszystkim miłośnikom Zaginionych Miast, którzy cierpieli przez to, że ich wspaniała gra nadaje się jedynie dla dwóch osób. Przy Keltis będą mogli się doskonale zabawić w większym gronie. Drobne zmiany w zasadach wyraźnie poprawiły grę, dzięki czemu jej fani mogą odkrywać ją na nowo bawiąc się przy tym doskonale.

Natomiast z dala od Keltisa powinni się trzymać miłośnicy mocnego klimatu, ostrej interakcji, czy spektakularnych walk, a także osoby mające pecha w grach karcianych – w tym tytule nie znajdą tego co lubią, a prześladujący ich pech może im odebrać jakąkolwiek przyjemność czerpaną z rozgrywki.



Dla mnie Keltis to kawał dobrej gry, do której siądę bez specjalnego namawiania (mimo, iż jestem raczej przeciwnikiem gier Knizii) i będę się przy niej dobrze bawił. Co więcej, sam jestem skłonny ją polecać (co jest ważne o tyle, przy grach Knizii nie zwykłem tego robić). Jednak podobnie jak w przypadku Marrakechu nie uważam tytułu za wybitny na tyle, aby mógł otrzymać Spiel des Jahres. Ot kolejna przyjemna i ciekawa gra, ale czy trafi do rodzin? Moim zdaniem nie.

 

Tytuł: Keltis
Autor: Reiner Knizia
Wydawca:  Kosmos
Liczba graczy: 2-4

Złożoność: 2/5
Wykonanie: 4/5
Ocena ogólna: 4/5

Niemiecka instrukcja na stronie wydawcy


Dodaj do ulubionych Drukuj Wyślij znajomemu Powiązane artykuły

Komentarze użytkowników  RSS feed komentarz
 

Średnia ocena użytkownika

   (0 głos)

 

Pokaż 1 z 1 komentarzy

1. 30-06-2008 16:43

SdJ
Nie wart, nie wart a wygrał!!! Co roku to samo. Ludzie narzekają, że gra nie jest warta nagrody, a jednak wygrywa. A może jednak zasłużenie? Wkońcu i Knizia ma swoje 5 minut :p A że wygrała również jego gra w kategorii gier dla dzieci, to dopiero bedzie - rok podwójnego narzekania :grin
Gość, IP: 79.184.92.63
ThomasBittern

Pokaż 1 z 1 komentarzy

Dodaj swój komentarz



mXcomment 1.0.4 © 2007-2008 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Wielkość liter
+ Powiększ tekst
Pomniejsz tekst -
Licznik odwiedzin