Burg-Ritter
 

Napisany przez ThomasBittern, z 18-10-2008 23:01

 - Księżniczkaaaaaa! – wykrzyknęła uradowana Joasia, biorąc do ręki drewniana figurkę. Tak, księżniczka, pomyślałem, kolejna z miliona dwustu pięćdziesięciu ośmiu tysięcy różnego rodzaju lal znajdujących się w naszym domu.

Od generała do członka królewskiego dworu…
Czytam sobie właśnie o wielkich generałach wojen napoleońskich. Czytam, bo mając 3 kobiety w domu pograć w jakąś wojenną grę to „marzenie ściętej głowy”. Jedyne co mnie czeka, to awans na członka królewskiego rodu i zabawianie pół tuzina rozkapryszonych księżniczek. Mówi się „trudno”…
Sięgam po instrukcję.

Koronowane głowy i inne klocki…
To, co zawsze urzeka mnie w grach wydawnictwa HABA, to niesamowite, zwariowane wręcz pomysły na grę, wysoka staranność w doborze elementów i… gruby karton użyty do wykonania opakowania. Nie inaczej sprawa ma się z Burg-Ritter. Solidne pudło wykonane z grubego kartonu skrywa makietę zamku, która jest jednocześnie planszą do gry. Co więcej plansza jest integralną częścią pudełka, z którego nie należy jej wyjmować. Brzegi pudełka, to mury zamczyska z bramą wjazdową. Do bramy dostawiamy mały fragment planszy przedstawiający most zwodzony i fragment drogi z wymalowaną królewską karetą. To właśnie tą drogą do zamku przybędzie sam król! Ale o tym za chwilkę. W pudełku znajdziemy jeszcze 10 drewnianych klocków, zestaw 24 kart, gumkę z doczepionymi do niej 4 sznurkami (pełniącą rolę dźwigu) i klepsydrę.

Klocki są solidne i ładnie pomalowane. 9 z nich posłużą do budowy wież. Każda z wieży składa się z 4 elementów, z których ostatni – kończący wieżę, stanowi zawsze figurka księżniczki, księcia lub ducha.

Karty przedstawiają 24 różne wieże. Każda wieża składa się zawsze z innej kombinacji 4 różnych klocków.

Cel…
Król Duncan wraca z wyprawy. Na jego przybycie ma zostać ukończona budowa 3 zamkowych wież. Jeżeli się to uda zanim książę wjedzie do zamku to GRACZE zwyciężają. Napisałem gracze? A i owszem! Zamek rycerski to kolejna z gier kooperacyjnych stworzona specjalnie dla dzieci.

Początki…
Na początku ustawiamy na środku niewielkiego stołu (tak, aby mali gracze mięli do niego dostęp z każdej strony) zamek. Do bramy dołączamy fragment planszy z mostem i drogą. Na początku drogi (pole z karetą) stawiamy króla. Pozostałe klocki ustawiamy w dowolnej kolejności naokoło zamku. Talię kart dokładnie tasujemy i odkrywamy pierwszą kartę, która pokazuje nam jaką wieżę należy skonstruować. W trakcie gry musimy zbudować 3 wieże, każdą w innej części zamku. Na wybudowanie każdej z wieży mamy jedynie 30 sekund. To wbrew pozorom całkiem sporo. Każda z trzech części zamku znajduje się na innym poziomie. Stąd najbardziej doświadczony gracz powinien zawsze podejmować decyzję, w której części rozpocząć budowę pierwszej wieży. Gdy karta przedstawia wieżę z długim klockiem u podstawy, to dobrym pomysłem jest rozpocząć jej budowę na terenie położonym najniżej. I odwrotnie, gdy klocek jest mały budujemy na najwyższym poziomie zamku – do którego mamy ułatwiony dostęp. Oczywiście może się zdarzyć, że 3 kolejno wylosowane karty pokażą wieże z małymi klockami u podstawy. Wtedy zaczyna się zabawa! Bo klocki ustawiamy za pomocą specyficznego dźwigu…

Budowę czas zacząć!
Po odkryciu karty, każdy z graczy chwyta za koniec sznurka przyczepionego do okrągłej gumki. Gumka rozciąga się i można założyć ją na odpowiedni – potrzebny do budowy klocek. Po poluzowaniu naciągu, guma zaciska się naokoło klocka i umożliwia jego przeniesienie na teren budowy. Gdy klocek jest na odpowiednim miejscu znowu mocniej pociągamy za sznurki pozwalając na jego uwolnienie. Sprytne? Pewnie, że tak. Odkrycie prostych zasad fizyki sprawia dzieciakom niesamowitą frajdę!
Jeżeli udało nam się wybudować wieżę zanim piasek przesypał się w klepsydrze, to świetnie! Wszystkie klocki zdejmujemy (ręką, nie dźwigiem) z planszy, a na jej miejscu umieszczamy kartę ukończonej wieży. To miejsce nie może być powtórnie wykorzystane na budowę w tej rundzie. Pozostają nam 2 inne poziomy zamku. Gdy jednak piasek przesypał się, a nasza wieża nie jest ukończona, to mamy pecha. Wieżę należy rozebrać, odkryć kolejną kartę, a króla przesunąć o jedno pole w kierunku zamku. Jeszcze nie wszystko stracone! Dopóki król nie minie bramy mamy ciągle szansę na wygraną.

Oczywiście może się zdarzyć, że w ferworze rozgrywki coś pójdzie nie tak jak planowaliśmy. Możemy pomylić kolejność klocków, możemy przewrócić fragment wierzy. W takim wypadku błędnie ułożone lub przewrócone klocki należy ponownie ustawić na zewnątrz zamku i kontynuować rozgrywkę, o ile nie przekroczyliśmy limitu czasu.

W jedności siła!
To co oczywiste dla dorosłego jest wielkim odkryciem dla dziecka! Na szczęście dzieciaki uczą się błyskawicznie. Koordynacja ruchowa i współdziałanie wszystkich uczestników rozgrywki mają oczywiście kluczowe znaczenie! Nie da się ukryć, że prawidłowy wybór terenu pod budowę i zdolności manualne znacząco zwiększają szansę na końcowy sukces.

Podsumowanie.
Starzeję się. Tego nie da się ukryć. Mam przesyt księżniczkami! Co więcej, jedyną przyjemność z rozgrywki sprawiała mi obserwacja mojej córki i tego jak szybko radzi sobie z kolejnymi wyzwaniami. To, jak szybko poznała zależności pomiędzy rozkładem sił każdego ze sznurków i jak szybko potrafiła znaleźć najlepsze miejsce pod budowę każdej z wież. Obserwowanie każdej następnej budowy w jej wykonaniu dostarczało zaiste niekłamanej satysfakcji. Sama gra z oczywistych powodów nie była dla mnie żadnym wyzwaniem. Co więcej przestaje być jakimkolwiek wyzwaniem dla każdego dziecka, po paru rozgrywkach. Pięcio – sześciolatki mają z nią trochę zabawy, ale starsze nie mają czego szukać. Do gry bowiem nie zaimplementowano kompletnie żadnego różnicowania stopnia trudności. A szkoda, bo wystarczyłoby dodać talię kart z wieżami konstruowanymi z większej ilości klocków. Długie klocki można by ustawiać także poziomo… Ale to już tylko „home rules”, a ja mam recenzować gotową grę.

W tym miejscu warto wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Sznurków odchodzących od gumki mamy 4. W grę można grać w 2,3 lub 4 osoby. O ile rozgrywka w 2 i 4 osoby nie stwarza problemów, to przy 3 osobach jest gorzej, bo jeden z graczy kontroluje dwa sznurki, a pozostali po jednym, a to czasami bywa kłopotliwe!
Gra oferuje także specjalny wariant dla młodych graczy, pozwalający na nie umieszczanie na szczycie wieży figur księżniczki, księcia i ducha (ze względu na ich kształt, małe dzieci mogą mieć kłopoty z umieszczeniem ich na wieży). Ja jednak najbardziej polecam wariant „Wszyscy na jednego i jeden na wszystkich” zawarty na końcu instrukcji. Jego rozegranie jest możliwe, gdy w grze uczestniczą 3 lub 4 osoby. Gracze nie grają przeciwko królowi, ale sobie nawzajem. Planszę gry i króla odkłada się na bok – nie będą potrzebni w rozgrywce. Gracze rozgrywają szereg pojedynków jeden na jednego. Wyniki są zapisywane, a ten, kto odniesie najwięcej zwycięstw wygrywa grę!

Gdyby nie powyższe uwagi, gra miałaby szansę na maksymalną ocenę w swej kategorii (gry dla dzieci), a tak pozostaje niedosyt. Świetny pomysł, znakomite wykonanie, nie mogą bowiem przesłonić najważniejszego – miodności rozgrywki. A ta wyraźnie traci przy każdym następnym podejściu. I to nawet wtedy gdy bierzemy pod uwagę wąską grupę docelową jaką są dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Dorośli będą mięli trochę radochy grając z dziećmi, sami niech raczej sięgną po jakąś rasową strategię napoleońską. Rozmarzyłem się… Może kiedyś. Czy pisałem już, że się starzeję? Wiem jednak, że uikowi gra się podoba. Ale on jest ode mnie młodszy. Znacznie młodszy…

 

 

Tytuł: Burg-Ritter (ang. Castle Knights)
Autor: Christian Tiggemann
Wydawca: Haba
Liczba graczy: 2-4

Złożoność: 1/5
Wykonanie: 5/5
Ocena ogólna: 3/5

Ulubione Drukuj Wyślij email Powiązane artykuły

Komentarze użytkowników  RSS feed komentarz
 

Średnia ocena użytkownika

 

Pokaż 2 z 2 komentarzy

1. 20-10-2008 07:38

:)
miałam okazję zagrać parę razy i za każdym uciecha pełną parą:D nie mówiąc już o textach w stylu "ciągnij gumkę" :grin wykonaniu gry nie można nic zarzucić, sama zachcywałam się klockami (kolorowymi, dużymi, konkretnymi). Niestety jest prawdą, że po kilkunastu rozgrywkach chciało by się czegoś innego - trudniejszego. Ale tutaj można chyba wkroczyć ze swoją wyobraźnią i pobawić się jak mamy ochotę:)
Zarejestrowany, IP: 77.236.0.201
Sylwia

2. 20-10-2008 08:25

:)
Fakt, gra przestaje być wyzwaniem po 2-3 partiach, kiedy zrozumiemy mechanikę. Tak być nie powinno. Z uikiem testowaliśmy wariant 2 wieże w 1 czasie... jest on zdecydowanie trudniejszy, jednak gra sama z siebie powinna mieć stopniowanie trudności bez potrzebu uciekania się do domowych zasad. 
 
Muszę jednak przyznać, że sprawiła mi dużo radości przy odkrywaniu innych rodzajów współpracy niż w powszechnie znanych śmiertelnie poważnych gier kooperacyjnych.
Zarejestrowany, IP: 217.74.68.2
khaox

Pokaż 2 z 2 komentarzy

Dodaj swój komentarz



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Wielkość liter
+ Powiększ tekst
Pomniejsz tekst -
Licznik odwiedzin