| Napisany przez uiek,
z 25-11-2008 23:00
|
Rynek gier planszowych w Polsce się rozwija – to bezapelacyjny fakt, który potwierdzić może chyba każdy, kto choć odrobinę „liznął” współczesnych gier. Nad Wisłą co rusz pojawiają się tytuły rodzimych autorów, a także pozycje wydane na zagranicznych licencjach. W przypadku tych drugich niezwykle często w naszym kraju wydane zostają gry, które już za granicą są otoczone „rodziną” w postaci dodatków czy rozszerzeń (spójrzmy chociażby na Carcassonne, Alhambrę, Osadników z Catanu czy Wysokie napięcie). Nie dziwne więc jest, że polscy gracze w momencie ogłoszenia planów wydania jakiejś gry chcą wiedzieć, czy mają szanse także na dodatki. Jednak przyglądnijmy się temu faktowi od drugiej strony – od strony wydawcy.
W momencie podjęcia decyzji o podpisaniu umowy licencyjnej na grę obwarowaną różnymi dodatkami krajowy wydawca doskonale jest świadom tego, że gracze w Polsce będą się o nie dopytywać i wyczekiwać ich. Co więcej – sam także chciałby je wydać, ponieważ będzie to oznaczało, że może na tym zarobić. Jednak decyzji o tym nie podejmuje się ot tak – musi być ona poparta na zwykłym rachunku opłacalności przedsięwzięcia.
Jak łatwo się domyśleć sprzedaż dodatków jest mniejsza niż „podstawek” – w końcu samą podstawką można zagrać, a samym dodatkiem na ogół nie (pomińmy tutaj specyficzny rynek karcianek kolekcjonerskich, gdzie boosterów sprzedaje się więcej niż starterów). Jednak nie ma co liczyć, że jest to jakaś niewielka różnica – otóż na ogół dodatek „sprzedaje się” o połowę gorzej niż podstawowa wersja gry! Tak jest – o połowę! Do tego każdy kolejny dodatek sprzedaje się na ogół słabiej niż poprzedni (niewielu jest kolekcjonerów, którzy w życiu kierują się hasłem rodem z pokemonów – Gotta catch ‘em all!).
Już z samego powyższego wyraźnie widać, że sprzedaż podstawowej wersji gry musi być na tyle duża, aby wydawcy opłacało się zainwestować pieniądze właśnie w dodatek, a nie w zupełnie inną grę. Przy niewielkich nakładach w jakich wydawana jest u nas większość zagranicznych gier (pomińmy tutaj kolosy w postaci Hasbro) produkcja gry zwraca się po sprzedaniu co najmniej 1/3 nakładu (czasem jeszcze więcej). Ale uwaga – dopiero się zwraca! A w końcu wydawcy na ogół nie wydają gier tylko po to, aby pieniądze im się zwróciły – chcą na nich także zarobić! Dlatego też decyzje o wprowadzeniu dodatków do oferty podejmuje się w momencie kiedy podstawek sprzedało się na tyle dużo, że można zakładać, że dodatku sprzeda się tyle, że inwestycja nie tylko się zwróci, ale także przyniesie zysk, a do tego nie będzie to trwało 5 lat, tylko rok.
Dlatego drodzy gracze – zanim następnym razem, w momencie ogłoszenia planów wydania jakiejś gry, zapytacie kiedy będą dodatki zastanówcie się co można zrobić, aby były one szybciej. Jeżeli decydujecie się na zakup zagranicznych wersji tylko dlatego, że „są do niej dodatki” sami strzelacie gola do bramki krajowych wydawców. Żaden wydawca Wam nie powie, że nie chce wydawać dodatków. Pamiętajcie – osoby stojące za procesem wydawniczym to także gracze. Oni także chcieliby zobaczyć dodatki do gier, ale niestety miłość do planszówek musi w tym wypadku iść w parze z zimną kalkulacją… |