| Napisany przez khaox,
z 01-12-2008 15:00
|
W zeszły weekend odbyły się 9 Gliwickie spotkania z grami planszowymi, zapraszamy do przeczytania, co nam wpadło w oko tym razem.
Khaox
9 Pionek? Co tu dużo mówić... kolejna porcja doskonałej zabawy w towarzystwie wspaniałych ludzi zgromadzonych dookoła niesłychanie ciekawych, wesołych, fajnych i zwariowanych gier. Pomijając to, co trudno opisać słowami przejdę od razu do gier, które najbardziej zapamiętałem.
Pierwszym niezapomnianym tytułem był „Rythme & Boulet ”, gra, której echem rozbrzmiewała regularnie cała sala. Nie sposób było też nie zauważyć grupy osób wybijającej jej rytm uderzając rękami o uda i klaszcząc, a od czasu do czasu pokazujących różne dziwne gesty. Oczywiście grający nie mogli też nie zauważyć czerwonych od uderzania dłoni i niekiedy poobijanych ud. Istnieje kilka gier, które zachęcają nas do wydawania dźwięków i robienia różnych gestów, ale czy mamy ich mało? Dobrze zaprojektowanych i co najważniejsze dostępnych w Polsce gier tego typu jest niewiele - cieszy mnie więc, że zdobywają taka popularność.
Drugim tytułem, który mi zapadł w pamięć był „Wasabi! ”. Gra, która w dowolnym momencie rozgrywki przypominała Ticket To Ride w wersji kuchennej. Mamy do realizacji przepisy na japońskie przysmaki, mamy proste czynności kuchenne ułatwiające układanie ich na bambusowej macie (tzn. planszy do gry). Brakuje jedynie torów i wagoników, ale mamy za to inne bajecznie wykonane elementy od żetonów składników poczynając, przez zasłonki graczy aż po śliczne miseczki na wasabi. Ten tytuł jest dla mnie wielkim odkryciem, po części jako fajna gra, po części jako dowód, że można robić „kolejnego Ticketa” w połączeniu ze świeżym i miłym tematem oraz mechaniką.
Trzecim (i ostatnim, którym Was będę zamęczał) tytułem jest „Hooop! ”. Gra autorstwa Adama Kałuży, tłumaczona przez samego autora w ślicznym wykonaniu przypadła nam do gustu. Rozsądnie krótka, wymagająca myślenia na kilka ruchów do przodu, ale bez paraliżowania na kilka minut.
Poza grami było także kilka spraw z pogranicza organizacji. Pierwsza to wypożyczalnia gier. Pomysł z oddawaniem dowodów budził wiele kontrowersji, ale na sali nie spotkałem nikogo marudzącego i narzekającego. Jedyne co dało się odczuć to pewien dyskomfort związany z szukaniem stolików pod właśnie przyniesioną grę. Pomimo większej ilości stolików, które zajęły miejsce po zeszłorocznych stołach z grami do pożyczenia, trudno było „wyskoczyć na sekundę” po nowy tytuł. Drugą jest gra „Comuni ”, a właściwie problem, ze znalezieniem chętnych do gry i znających zasady. „Comuni ” jest tylko przykładem, a wspomniany problem dotyczył kilku tytułów. Myślę, że można pomyśleć nad tą kwestią przed następnym Pionkiem, nie jest to nic, co można zarzucić organizacji, ale czuję, że podczas kolejnej edycji (i kolejnym wzroście ilości grających) może to być silniej odczuwalne. Sylwia
Gliwickiego 9-tego Pionka odwiedziłam tylko w sobotę, lecz w żaden sposób nie zawiodłam się. Pionek to naprawdę fajne spotkanie pod wieloma względami. Atmosfera jak zwykle bardzo przyjemna, przybyło kilka nowych twarzy do zapamiętania. Nie mówiąc już o grach, które poznałam. Nie wiem, ile pytań było na konkursie, nie wiem też, ile osób przyszło na Pionka, takie liczby nie są dla mnie aż tak ważne, najważniejsza jest atmosfera.
Tym razem pojawił się oficjalny sklepik i komis z grami, co dało możliwość zakupu gier osobom, które miały po raz pierwszy do czynienia z planszówkami. A wieczorem we własnym domu mieli możliwość zagrać już we własny egzemplarz gry. Gry w komisie były pod opieką, nie trzeba było biegać po całej sali i szukać właściciela.
Należy się tez kilka słów związanych z organizacją. Miłe przywitanie już na początku i przekazanie najważniejszych informacji to świetny wstęp i zachęcenie osób, które przyszły pierwszy raz. Uważam, że wypożyczalnia gier dobrze się sprawdziła, oddanie w zastaw dokumentu tożsamości powoduje, że gracz jest świadomy, iż jest za nią odpowiedzialny. Nie ma co ukrywać, że łatwiej było podejść do stolika na głównej sali i zabrać grę niż biegać z piętra na piętro. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że są to gry innych osób, które oczekują, że po zakończeniu nadal będą ich posiadaczami. Myślę, że system ten powinien być również na każdym następnym Pionku. Pomarańczowe koszulki to jednak główny filar Pionka... bez nich nie byłoby tego wszystkiego. A jakie nowe gry udało mi się poznać? Hooop! , Wasabi! , Tikal , Rythme & Boulet - opisywane już wyżej przez khaoxa i poniżej przez Blue :)
Wszystkim mogę powiedzieć: Przyjedźcie na kolejnego Pionka i przekonajcie się, że warto!
Dawid (Blue) i Justyna
Pionek. To impreza, o której słyszałem nie lada opowieści. O cudownej atmosferze, niezliczonej ilości gier, świetnej organizacji czy multum przemiłych ludzi. Tym razem i mnie udało się wybrać na gliwickie spotkanie z grami planszowymi.
Szczerze mówiąc, jestem typem domownika, który ma problem z wyjazdami. Dlatego też ciężko mi się było wybrać na tego typu imprezę. Przed wyjazdem nastawiłem się na poznanie kilku ludzi, z którymi nie raz toczyłem ciekawe rozmowy on-line, zagranie w kilka nowych dla mnie tytułów oraz spędzenia czasu w miłym towarzystwie. Cele spełnić mi się udało, wyjazdu zdecydowanie nie żałuję. Było warto i bawiłem się świetnie! Cała ekipa była bardzo pomocna, komu nie zadałem pytania ten z uśmiechem na twarzy odpowiadał, panowała szalenie miła atmosfera. Spotkania teraz realne (z wcześniej - wirtualnymi znajomymi) były świetne, niestety zamienialiśmy zaledwie kilka zdań, bo nie chciałem ich czasu nadwyrężać. Poznałem kilka bardzo ciekawych tytułów, z których chyba najbardziej pozytywnie w pamięci utkwiły mi cztery tytuły:
Hooop! – Bardzo przyjemna gra rodzinna. „Logiczność” rozgrywki nie jest odczuwalna dzięki wykorzystaniu kart specjalnych oraz liczbie graczy, która może uczestniczyć w rozgrywce (2-4). Gra ma bardzo proste zasady, w rozgrywce nie ma przestojów. Chętnie zagrałbym jeszcze nie jedną partię. Przy czym chciałem zaznaczyć że grałem tylko w 4 osoby.
Carrom – „Pstrykany bilard indyjski” świetna gra zręcznościowa, która pomogła mi odpocząć po kilku partiach w tytuły nadwyrężające mózgownicę. Jedyny minus dla mnie to fakt, że gra bardzo premiuje zdobyte umiejętności. Gram zazwyczaj z różnymi ludźmi, często zmieniając towarzystwo, co spowodowałoby zapewne oczywisty problem, że ja - jako osoba z wyrobionymi umiejętnościami, mógłbym uzyskiwać wyraźną przewagę i psuć zabawę współgraczom. Na pewno jednak pomyślę nad wykonaniem planszy do Crokinole, gdzie rozgrywka ponoć jest prostsza dla niedzielnych graczy.
Wasabi – Świetna gierka, trochę podobna założeniami do Ticket to ride. Zamiast biletów dostajemy tutaj przepisy do wykonania. Na planszę wykładamy przeróżne kulinarne składniki, jako bonus za wykonanie potrawy z użyciem wszystkich wymaganych składników, ułożonych dokładnie w takiej kolejności jak na przepisie dostajemy kosteczki tytułowego wasabi. Gra ma proste reguły i daje sporo zabawy. Polecam sprawdzić.
Rythme and boulet – Imprezówka, o której słyszałem już przed pionkiem. Klaszczemy w rytm piosenki „We will rock you” zespołu Queen wykonując przy tym odpowiednie gesty - jeden nasz i jeden gracza, do którego chcemy przekazać kolejkę. Gra ogromnie wciąga i jest to lekki typ imprezowej gry, którą z pewnością muszę nabyć. Polecam jednak nie przesadzić z ilością rozdań jednego wieczoru – może się to skończyć bolesnymi siniakami na udach graczy, od stukania o nie rękami.
Dość o grach samych w sobie. Na imprezie pojawiły się konkursy - gier logicznych oraz wiedzy o planszówkach. Niestety nie uczestniczyłem w żadnym, miałem trochę zbyt mało czasu, aby sobie pozwolić jeszcze na tego typu atrakcje. Patrząc na salę z grami logicznymi wydawało mi się, że aż dostrzegam dym nad głowami uczestników, a entuzjazm zgromadzonych przed sceną (na której WC prowadził drugi konkurs) aż z nich kipiał :). Niestety dane mi było wizytować na Pionku tylko w sobotę. Może przy kolejnej okazji wygospodaruję dwa dni na tą imprezę.
Polecam serdecznie każdemu sprawdzenie na własnej skórze, co znaczy gliwickie spotkanie z grami planszowymi.
|