Start
 
Pionek X
 

Napisany przez uiek, z 18-03-2009 23:10


 Pionek, Pionek i po Pionku, czyli słów kilka o tym co było, jak było i w co się grało. Nie chcemy rozpisywać się kolejny raz o tym samym, ponieważ jak zawsze było super, a pomarańczowe koszulki po raz kolejny odwaliły kawał dobrej roboty. Tym razem postanowiliśmy zebrać krótkie myśli każdego z nas związane z X edycją Pionka, czyli tego co działo się w gliwicikim MDK przy ulicy Barlickiego podczas gliwickich Spotkań z Grami Planszowymi podczas ostatniego weekendu.

Sylwia

Atmosfera imprezy – super. „Pomarańczowi” - wspaniali. Ja jednak nie o tym. Chciałam napisać o całej otoczce, która kręci się wokół całego spotkania i wyjazdu na Pionka. Zazwyczaj w Krakowie spotykamy się wieczorami i gramy. A tu wyjazd, można porozmawiać w samochodzie, w pociągu, wymieniać zdanie podczas szukania gry w wypożyczalni, zapytać wprost innych o zdanie. I jeszcze wyjście na obiad...można z innej strony poznać osoby, z którymi spotyka się co tydzień. Więc jest to na pewno duży plus wyjazdu na Pionka. W sobotę w drodze powrotnej trochę pobłądziliśmy, ale cały czas śmialiśmy się, porozmawialiśmy na tematy, na które zazwyczaj podczas grania jakoś nie przychodzą do głowy. Ucieszyłam się również, że po raz pierwszy Kraina Gier spotkała się w całym składzie i było mi miło poznać Tomka... zapewne gdyby nie Pionek nie nastałoby to jakoś szczególnie szybko.

Od lewej: Khaox, Blue, uiek, Thomas Bittern, Sylwia, Edward

Do gier, które udało mi się zagrać po raz pierwszy zaliczają się:
  • Marrakech, o układaniu dywanów, która jakoś wcześniej nie ciągnęła mnie do zagrania. Ale jakoś tak postanowiłam się przemóc, zagrałam i gra okazało się szybka, przyjemna, prosta i całkiem ciekawa. Z chęcią pogram w nią znacznie częściej.
  • Metro, o budowaniu tras i przeszkadzaniu przeciwnikom...gra logiczna, jednak na 6 osób nie przypadła mi do gustu. Pomysł i sama gra jak najbardziej pozytywna, ale na tyle osób grało się długo i oczekiwało na swój ruch. Myślę, że na 4 osoby byłaby najlepsza. Dla mnie początkowo sprawiało problem plątanie się tras i które do czego prowadzi...szkoda, że nie podświetla się jak w wersji komputerowej (chociaż jakbym miała wybór to i tak wybrałabym wersję planszową)
  • Klondike, o płukaniu złota. Gra Haby przeznaczona jest dla dzieci, jednak pomysł świetny. Na stalowej misce płuczemy (oczywiście bez używania wody) złoto, kamienie i jakieś inne łupki...sami zobaczcie jak to wygląda


  • Seria łamigłówek Thinkfun przywieziona na Pionka przez dystrybutora. Siedziałam z dobrą godzinę i próbowałam różnych łamigłówek. W wiele grałam już wcześniej, ale  tym razem próbowałam swoich sił w Cover Your Tracks, Tipover, Brick by Brick.


Khaox

O tym, że Pionek to super impreza rozpisywać się nie będę. Większości z Was i tak o tym wie, a tych, którzy twierdzą inaczej i tak nie przekonam. Chciałbym jednak wspomnieć o kilku drobiazgach, które zauważyłem.

To, co moim zdaniem w Pionku jest bardzo fajnego to możliwość poznania tytułów, które zwykle omijamy z daleka. I tutaj najbardziej rzucają się w oczy 2 grupy – gry dla dzieci i łamigłówki. Tych pierwszych unikamy zwykle z przekonania, że są proste i nas nie będą bawić. Jednakże to ostatnie stwierdzenie nie do końca jest prawdziwe, gdyż proste zasady wcale nie decydują o przyjemności rozgrywki, a jedynie pozwalają rozpocząć rozgrywkę bez 10 minutowego tłumaczenia niuansów mechaniki. Łamigłówek też zwykle unikamy, bo co to za przyjemność siedzieć w kącie i układać jakieś klocki? Tym razem dzięki stoisku firmy Logorajd mieliśmy możliwość pobawić się dosyć dużą liczbą łamigłówek choćby czekając na innych graczy lub wolny stolik. Widziałem dużo osób przysiadających i rozwiązujących po kilka zadań. Także gry logiczne, które z racji braku kolorowych elementów zwykle oka nie przyciągają miały symboliczne 5 minut. Dla mnie odkryciem w tej kategorii było bardzo przyjemne Kogworks, które przez pierwsze 4 rozgrywki wyglądało banalnie, o tyle ostatnie rozgrywki były bardzo wymagające i znacznie dłuższe. Do tego dochodzi możliwość kupienia większości z tytułów, w które możemy zagrać… wystarczy tylko mieć czas, żeby je przetestować i… kilka złotych rezerwy w portfelu :-)

Elfenland

Poza grami poznajemy też ludzi. Chodzimy na obiady i wcale nie żal straconych 2h grania, a wręcz przeciwnie pozwala zachować równowagę w czerpaniu przyjemności z wszystkich źródeł, które Pionek oferuje.

Oczywiście, jak każda impreza będąca kompromisem między gustami tak zróżnicowanej grupy niesie pewne drobne problemy. Czasami trudno było znaleźć miejsce do grania, ale miało to też pozytywną stronę – zachęcało do dołączenia do grupy osób, których nie znamy. Pojawiły się problemy ze znalezieniem osób potrafiących wytłumaczyć niektóre gry. Głównie z tego powodu wyjechałem z odczuciem niedosytu widząc dostępne The Princes of Machu Picchu, Flussfieber i Livingstone, które nawet miałem w ręce, ale ostatecznie nie udało się zagrać. Są to jednak drobiazgi, które nadają imprezie charakteru gry. Albo błąkamy się od stolika do stolika albo poświęcamy dużo czasu i siły, żeby zagrać w upatrzone tytuły. Pośrednie opcje niestety okazują się mało efektywne.

Ostatecznie z X Pionka wróciłem z masą wrażeń, 2 łamigłówkami (Cover Your Tracks i TipOver) oraz dodatkiem do Galaxy Truckera. Wszystkie już rozpakowane, w trakcie intensywnych testów. Generalnie bardzo udany Pionek, chociaż tym razem odrobinkę mniej koncentrowałem się na grach, w które „muszę zagrać”. Pozostało mi jedno ciekawe spostrzeżenie… gdzie „gry, w które wszyscy grają”? Raz na drugim końcu sali widziałem rozłożone Wysokie Napięcie, raz widziałem Dominion, nie widziałem jednak Agricoli, na punkcie której podobno oszalał świat. Czyżby te wszystkie gry spotykał podobny los intensywnie, ale krótko żyjących? Byłoby to potwierdzenie hipotezy, że zbyt silne mechanizmy urozmaicające i powodujące, że każda rozgrywka jest całkiem inna wcale się nie sprawdzają na dłuższą metę.

Blue

Sprawa mojego wyjazdu na X Pionka ważyła się do piątku przed imprezą. Finalnie udało mi się udać niestety, znów tylko na jeden dzień. Tym razem zawaliła uczelnia. Czy było warto? Oczywiście! Co prawda akurat ten Pionek w nowe odkrycia nie obfitował, jednak sama atmosfera i ludzie zgromadzeni wokół tej imprezy… cóż to nawet ciężko opisać. Zdecydowanie najlepiej się bawiłem przy Barbarossie, czyli plastelinowych kalamburach. Gra ma bardzo proste zasady, choć przez połowę rozgrywki dopytywaliśmy ludzi o nieścisłości. Szkoda jedynie, że sprzedawana w Polsce wersja ma zasady tylko dla 3-4 graczy, spokojnie można by było dołożyć te 2 kolory plasteliny co prawda wydłuży to czas rozgrywki, ale i tak uważam, że to zawężenie jest dodane sztucznie i zdecydowanie jest to zbyt małe spektrum jak na imprezową grę.

Na wizerunku pionka pojawiła się u mnie drobna skaza - nader często widziałem problemy ludzi ze znalezieniem osób do tłumaczenia zasad. Lista z ludźmi tłumaczącymi złotą 50tkę tytułów też nie była tak łatwo dostępna jak na poprzednim Pionku. Wypożyczalnia była zalana grami przywożonymi przez graczy, więc nie można wymagać, aby każdy umiał wytłumaczyć te tytuły, tym niemniej jakaś karteczka w środku pudełka by się przydała. Wpisaliby się chętni do tłumaczenia. Wiem że trudno namierzyć niepomarańczowych, ale zawsze łatwiej kilku potencjalnych tłumaczy niż samego właściciela tytułu. Sam też starałem się wytłumaczyć zasady jak zaszła taka potrzeba i nie widzę problemu, aby się dopisać do tłumaczenia jakichś gier, o których wiem, że zostaną przywiezione na Pionka. Mimo że poświęciłem na tą skazę największą część moich wrażeń to nie uważam, żeby ona jakoś ogromnie rzutowała na moje odczucia z imprezy. Czekam już niecierpliwie na kolejnego pionka i mam nadzieję, że wtedy wreszcie będę mógł się wybrać na 2 dni.

Thomas Bittern

Na X edycję Pionka pojechałem, po pierwsze dlatego, że to okrągły jubileusz, dwa, że kiedyś musiał być pierwszy raz, a trzy, że korciło mnie jak diabli, żeby w końcu odłożyć wszystkie obowiązki i wysupłać trochę czasu na obejrzenie tego „cuda”. I co tu dużo gadać, nie zawiodłem się ani trochę. Impreza była przednia, atmosfera wspaniała, a wszystko ociekało grami na mil sto od miejsca wydarzenia… No dobra, przesadzam, reklama nie była jakaś gigantyczna, ale uczciwie trzeba przyznać, że ludzi było sporo i niewątpliwie jest to największa impreza tego typu w kraju (za co Ignacemu Trzewiczkowi należą się zasłużone słowa uznania).

Valdora

Godziny spędzone na wspólnym graniu, możliwość poznania ludzi, z którymi znaliśmy się jedynie na „odległość” łączy internetowych były doprawdy bezcenne i dały mi wiele radości.

Oczywiście malkontenci zawsze mogą znaleźć dziurę w całym, ale wierzcie na słowo – jest to zwyczajne czepialstwo. Organizatorzy wszak wszystkie sugestie szybko biorą sobie do serca i następny Pionek będzie zapewne jeszcze bardziej doskonały i… już się na niego piszę (oby tylko czas pozwolił).

To co na Pionku urzeka, to olbrzymia różnorodność granych gier. Podobno była to pierwsza impreza bez zdecydowanego faworyta – żadna z gier nie zawładnęła imprezą, co poczytuję akurat za spory plus. Dzięki temu uczestnicy spokojnie mogli zagrać w to co chcieli zamiast poddawać się pędowi jakie dyktuje „tłum”. Sporo czasu spędziłem grając w Nutki – prototyp gry stworzony przez Folko (Adama Kałużę) specjalnie z okazji Roku Chopinowskiego. Bardzo fajna gra – lekka, z walorem edukacyjnym i co najważniejsze traktująca o muzyce – niewiele znam takowych tytułów. Mam nadzieję, że znajdzie wydawcę. Udało mi się zagrać w Einauge, sei wachsam! – grę znakomitej spółki autorskiej Kramer & Kiesling. Zabawa była przednia. Od razu zadałem sobie pytanie czy szykuje się kolejna nagroda SdJ. Wszak od wydania Tikala i Torresa minęło już sporo czasu. Od wielu lat także nagroda ta nie wpadła wydawnictwu Amigo. Może w tym roku? Zobaczymy.

Przy okazji okazało się, że mobilizuje się rynek rodzimych twórców. Poza masą interesujących prototypów jakie pokazał mi Folko, miałem okazję spędzić trochę czasu na zapoznanie się z pomysłami ludzi, których zupełnie nie znałem. Ich świeże spojrzenie na gry i, w niektórych przypadkach, mała znajomość rynku i samych gier, paradoksalnie, mogą zaowocować powstaniem prawdziwych perełek. Pierwsze kroki zostały już zrobione. Ciekawe czy z tych diamentów zrodzą się prawdziwe brylanty. Trzymam za Was wszystkich kciuki! Do zobaczenia na kolejnym Pionku!
 

 uiek

Na Pionka jeżdżę prawie od samego początku – nie było mnie jedynie na pierwszej edycji. W związku z tym z duma mogę przyznać, że widzę jak impreza zmienia się i rozwija z edycji na edycję. Widać postęp, zmiany idące ku lepszemu, a przy tym impreza nie traci swego „rodzinnego” charakteru. Jednak nie o tym miało być.

Jeżeli o mnie chodzi, to z pewną trwogą dostrzegam, że z każdym kolejnym Pionkiem gram coraz mniej. Po prostu przyjeżdżam połazić po salach, porozmawiać ze znajomymi, pooglądać nieznane gry, czasem coś wytłumaczyć i tym razem nie było inaczej. Podczas tych dwóch dni zagrałem w 2 nowe gry: Einauge, sei wachsam! oraz Valdorę. Obie są bardzo przyjemne i godne spróbowania. Co więcej, przekonałem się, że Valdorę muszę kupić przy najbliższej okazji, ponieważ już po lekturze zasad wiedziałem, że ta gra mi się spodoba, a rozgrywka testowa mnie tylko utwierdziła w tym przekonaniu.

Ponadto wziąłem udział w turnieju Pentago, pobawiłem się łamigłówkami (w niedzielny poranek miałem zablokowany mózg, co sprawiło nie lada radość wszystkim tym, którzy stali dokoła mnie i znali rozwiązania zadań, z którymi poradzić sobie nie mogłem - pomyślcie sobie jak sie wtedy czułem) i gadałem, paplałem, mieliłem ozorem… O czym? Z Goorem o serialach, z Magmą o Gratislavii, ze Skanną o growych zakupach, z Panem Jackiem z Logorajdu o łamigłówkach… Ogólnie wyszło na to, że przyjechałem do Gliwic pokonwersować, a Pionek w moim wydaniu był wybitnie „paplany”. Jednak nie żałuję tego ani trochę (no dobra, chciałem zagrać w kilka konkretnych gier, ale co się odwlecze to nie uciecze).


Ulubione Drukuj Wyślij email Powiązane artykuły

Komentarze użytkowników  RSS feed komentarz
 

Średnia ocena użytkownika

 

Pokaż 5 z 5 komentarzy

1. 19-03-2009 04:46

Metro
Ja tylko w kwestii Metra - 6 osób to nie porozumienie. Ta gra świetnie działa dla 2-4... a nawet im mniej tym lepiej :-)
Zarejestrowany, IP: 80.238.64.14
folko

2. 19-03-2009 07:35

Metro
Folko, ależ nie musisz się ograniczać tylko do kwestii Metra ;) 
 
Do tej gry też mam drobną uwagę. Rozgrywkę (i to moją pierwszą w wersję normalną, nie komputerową) zaczynałem stojąc (brak krzesełka), w 2/3 rozgrywki miejsce i krzesełko się znalazło, jednak ja wstałem po kilku sekundach. Nie wyobrażam sobie grać w Metro nie mając dobrego widoku z góry na całą planszę
Zarejestrowany, IP: 217.74.68.2
khaox

3. 20-03-2009 04:52

Stojac
Faktycznie... ale tak jest z większą liczbą gier... :-)
Zarejestrowany, IP: 80.238.64.14
folko

4. 20-03-2009 11:41

Metro
Ja bym tam metra grą logiczną raczej nie nazwał ;) zbyt dużo tam losowości. Poza tym gra jest ok, ale bez rewelacji.
Zarejestrowany, IP: 83.29.223.251
Blue

5. 22-03-2009 12:50

Losowosc
Gra jest logiczno-losowa... i tu cała zabawa. W 2 osoby na 99% wygrywa lepszy, losowość ma mały wpływ na rozgrywkę, im osób więcej tym wpływ losowości (a właściwie liczba kart i interakcja współgraczy) zaczynają psuć zabawę. Dlatego 2-4 jest w miarę ok, 5-6 już nie polecam, chyba że w kompletnie luźnym podejściu - ale tu są lepsze gry ;-)
Zarejestrowany, IP: 80.238.64.14
folko

Pokaż 5 z 5 komentarzy

Dodaj swój komentarz



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Wielkość liter
+ Powiększ tekst
Pomniejsz tekst -
Gościmy
Odwiedza nas 17 gości
Licznik odwiedzin