Okiem widza
Opis ten najlepiej będzie zacząć od listy tego kto wystawiał się w części planszówkowej. Były to sklepy: Bard, Rebel oraz Smok oraz wydawcy: Albi, Granna, Kuźnia Gier, Lacerta, Wolf fang. Także po jednym dniu pojawiały się sklep e-go (zajmujący się sprzedażą artykułów do go) oraz Polski Związek Warcabowy. Jak widać lista ta nie jest nazbyt imponująca, jednak o tych co byli nie można mówić źle, gdyż do targów przygotowani byli bardzo dobrze. Przy każdym stoisku można było popytać o produkty, wiele z nich wypróbować, a jak się spodobają to kupić po promocyjnych cenach. W związku z tym, że wystawiających się wydawców było niewielu pozwolę sobie opisać co działo się na konkretnych stoiskach (w kolejności alfabetycznej):
- Albi – swoją premierę miała polska edycja dodatku do Carcassonne – Wieża.

- Granna – na stoisku można było zobaczyć projekty pudełek gier, które mają ukazać się jeszcze w tym roku „Hej! To moja ryba”, „Santy Anno” oraz zagrać w Blokus Duo.

- Kuźnia Gier – chętni mogli zagrać w prototyp gry Rice Wars, która już niebawem ma się ukazać nakładem wydawnictwa. Jest to praktycznie ukończona gra, o której pierwsze słuchy chodziły już dobre kilka lat temu, jednak dopiero teraz kowalom udało się wyprowadzić ją poza etap prototypu.
- Lacerta – wrocławskie wydawnictwo poza grami ze swojej stałej oferty przywiozło na targi także anglojęzyczne gry wydawnictwa Rio Grande Games, które można było nabyć na targach po bardzo korzystnych cenach (np. In the year of the Dragon - 99zł). Można było także próbować się dowiedzieć jaka będzie kolejna wydawana gra, jednak mnie się nie udało zdobyć tej informacji. Ponadto chętni mogli porozmawiać na temat polskiej Agricoli oraz zagrać w niemiecką wersję gry.
- Wolf fang – krakowskie wydawnictwo prezentowało grę Saigo No Kane, która w tym roku ma zostać wypuszczona na rynek. Z tego co widziałem gra cieszyła się dość dużym zainteresowaniem, a wydawca uważnie słuchał uwag kolejnych osób chcąc doprowadzić produkt do perfekcji.
Poza tym na stoisku każdego z wydawców można było wypróbować swoich sił w różnych grach. Do dyspozycji były gry wszystkie gry powyższych wydawnictw – wystarczyło tylko usiąść przy stoliku, a po chwili ktoś tłumaczył grę i podpowiadał jak grać. Dzięki temu można było poznać nowości oraz ostatecznie przekonać się, czy dana gra jest właśnie w naszym typie.
Na stoiskach sklepów można było wypróbować swoich sił w gry innych wydawnictw (Manila, Niagara, Tannhauser czy Starcraft u Barda; Memoir ‘44, Osadnicy z Catanu, Abalone czy Ticket to Ride Card Game na stoisku Rebela; oraz karcianki kolekcjonerskie na stoisku Smoka). Do tego chętni mogli wypróbować swoich zdolności w malowaniu figurek do gier bitewnych, wziąć udział w jednym z turniejów (np. Pitchcar Mini) lub spróbować szczęścia w loterii zorganizowanej przez sklep Rebel, w której do wygrania był egzemplarz gry Starcraft.

Poza tym w sobotę zostały ogłoszone wyniki tegorocznej edycji Gry Roku i jak zapewne juz wiecie, nagrodę zgarnęło Puerto Rico otrzymując zarówno tytuł główny, jak i wyróżnienie graczy.
Ogólnie, na części planszówkowej, atrakcji było trochę i zainteresowani mieli w czym wybierać. Co prawda wystawców nie było zbyt wielu, jednak jeżeli ocenimy tych, którzy byli to warto przyznać, że stanęli na wysokości zadania.

Okiem wystawcy
Z tej strony jednak nie jest tak wesoło, jak mogłoby wydawać się podczas czytania relacji od strony widza. Targi przez wszystkie 3 dni świeciły pustkami. Organizatorzy przewidywali około 10 000 odwiedzających podczas gdy było ich znacznie mniej.
Z informacji jakie udało mi się uzyskać, to w piątek było mniej niż 100 osób, po piątku i sobocie naliczono około 600 osób (choć słyszałem także informację, że było ich ponad 1 000 jednak było to prawdopodobnie przy uwzględnieniu osób, które przyszły na turniej Magic: The Gathering), a w niedzielę hala wystawowa raczej specjalnie zaludniona nie była. Dlatego też chyba wiele się nie pomylę twierdząc, iż przez cały weekend targi odwiedziło mniej niż 1 000 osób (oczywiście bez wystawców i turniejowców M:tG).
Biorąc pod uwagę fakt, że koszt wystawienia się na targach nie był wcale niski, a do niego należało dodać koszty dojazdu, noclegu oraz obsługi stoiska to naprawdę robi się niewesoło. Jak łatwo wywnioskować po małej liczbie odwiedzających, sprzedaż na stoiskach była skrajnie mała, co tylko potęgowało niezbyt dobry odbiór imprezy. Do tego nie było komu pokazywać produktów więc nie można było się łudzić, że osoby, które poznają grę na targach kupią ją później w sklepie.
Od strony wystawców impreza okazała się raczej parą wpuszczoną w gwizdek. Przygotowano się na dużą liczbę ludzi i starano się zapewnić im jak najwięcej atrakcji, a finalnie wyszło na to, że mieliśmy do czynienia z małą imprezą, za udział w której trzeba było dużo zapłacić.

Można próbować zastanowić dlaczego tak się stało. Z jednej strony targi są organizowane w znacznej odległości od centrum Krakowa, jednak inne imprezy tam organizowane przyciągają o wiele więcej zainteresowanych. Z drugiej strony być może bilety były zbyt drogie (10zł normalny, 8zł ulgowy), ale to były ponoć najtańsze targi gier w Polsce. Z reklamą też nie było specjalnie źle, gdyż od kilku dni można było w mieście znaleźć dobrze widoczne reklamy. Prawdopodobnie problemem było to, że była to pierwsza tego typu impreza w Krakowie oraz to, że w sobotę zostały wyłączone linie tramwajowe kursujące w okolicy hali wystawowej. Jednak czy to aż tak mogło wpłynąć na odwiedziny?

Niezależnie od tego jaka była przyczyna, organizatorzy mają ciężki orzech do zgryzienia, jeżeli chcą w przyszłym roku zorganizować Level_02. Będą musieli nieźle się natrudzić, aby ściągnąć większą liczbę odwiedzających oraz namówić wystawców, którzy w tym roku wyjechali z targów niezbyt zadowoleni. Jak im się uda? – czas pokaże.
Ode mnie
Na koniec chciałem dodać kilka słów od siebie. Z mojej strony bardzo dziękuję wszystkim, których spotkałem, miałem okazję porozmawiać i pograć (czasem w partie pokazowe, ale zawsze). Dzięki temu człowiek miał poczucie, że jednak nie siedzi na targach bez celu.
Poza tym cieszę się, że mogłem spotkać się ze znajomymi z różnych wydawnictw i sklepów, porozmawiać z nimi o planach, pomysłach czy zwyczajnie pogadać o niczym, a do tego oczywiście zagrać w nowe gry (m.in. udało mi się zagrać w Kazaam). Było to bardzo miłe, jednak czy aby się spotkać potrzeba nam wielkich i niezbyt tanich targów? Raczej nie.
Na stoiskach sklepów można było wypróbować swoich sił w gry innych wydawnictw (Manila, Niagara, Tannhauser czy Starcraft u Barda; Memoir ‘44, Osadnicy z Catanu, Abalone czy Ticket to Ride Card Game na stoisku Rebela; oraz karcianki kolekcjonerskie na stoisku Smoka). Do tego chętni mogli wypróbować swoich zdolności w malowaniu figurek do gier bitewnych, wziąć udział w jednym z turniejów (np. Pitchcar Mini) lub spróbować szczęścia w loterii zorganizowanej przez sklep Rebel, w której do wygrania był egzemplarz gry Starcraft.

Poza tym w sobotę zostały ogłoszone wyniki tegorocznej edycji Gry Roku i jak zapewne juz wiecie, nagrodę zgarnęło Puerto Rico otrzymując zarówno tytuł główny, jak i wyróżnienie graczy.
Ogólnie, na części planszówkowej, atrakcji było trochę i zainteresowani mieli w czym wybierać. Co prawda wystawców nie było zbyt wielu, jednak jeżeli ocenimy tych, którzy byli to warto przyznać, że stanęli na wysokości zadania.

Okiem wystawcy
Z tej strony jednak nie jest tak wesoło, jak mogłoby wydawać się podczas czytania relacji od strony widza. Targi przez wszystkie 3 dni świeciły pustkami. Organizatorzy przewidywali około 10 000 odwiedzających podczas gdy było ich znacznie mniej.
Z informacji jakie udało mi się uzyskać, to w piątek było mniej niż 100 osób, po piątku i sobocie naliczono około 600 osób (choć słyszałem także informację, że było ich ponad 1 000 jednak było to prawdopodobnie przy uwzględnieniu osób, które przyszły na turniej Magic: The Gathering), a w niedzielę hala wystawowa raczej specjalnie zaludniona nie była. Dlatego też chyba wiele się nie pomylę twierdząc, iż przez cały weekend targi odwiedziło mniej niż 1 000 osób (oczywiście bez wystawców i turniejowców M:tG).
Biorąc pod uwagę fakt, że koszt wystawienia się na targach nie był wcale niski, a do niego należało dodać koszty dojazdu, noclegu oraz obsługi stoiska to naprawdę robi się niewesoło. Jak łatwo wywnioskować po małej liczbie odwiedzających, sprzedaż na stoiskach była skrajnie mała, co tylko potęgowało niezbyt dobry odbiór imprezy. Do tego nie było komu pokazywać produktów więc nie można było się łudzić, że osoby, które poznają grę na targach kupią ją później w sklepie.
Od strony wystawców impreza okazała się raczej parą wpuszczoną w gwizdek. Przygotowano się na dużą liczbę ludzi i starano się zapewnić im jak najwięcej atrakcji, a finalnie wyszło na to, że mieliśmy do czynienia z małą imprezą, za udział w której trzeba było dużo zapłacić.

Można próbować zastanowić dlaczego tak się stało. Z jednej strony targi są organizowane w znacznej odległości od centrum Krakowa, jednak inne imprezy tam organizowane przyciągają o wiele więcej zainteresowanych. Z drugiej strony być może bilety były zbyt drogie (10zł normalny, 8zł ulgowy), ale to były ponoć najtańsze targi gier w Polsce. Z reklamą też nie było specjalnie źle, gdyż od kilku dni można było w mieście znaleźć dobrze widoczne reklamy. Prawdopodobnie problemem było to, że była to pierwsza tego typu impreza w Krakowie oraz to, że w sobotę zostały wyłączone linie tramwajowe kursujące w okolicy hali wystawowej. Jednak czy to aż tak mogło wpłynąć na odwiedziny?

Niezależnie od tego jaka była przyczyna, organizatorzy mają ciężki orzech do zgryzienia, jeżeli chcą w przyszłym roku zorganizować Level_02. Będą musieli nieźle się natrudzić, aby ściągnąć większą liczbę odwiedzających oraz namówić wystawców, którzy w tym roku wyjechali z targów niezbyt zadowoleni. Jak im się uda? – czas pokaże.
Ode mnie
Na koniec chciałem dodać kilka słów od siebie. Z mojej strony bardzo dziękuję wszystkim, których spotkałem, miałem okazję porozmawiać i pograć (czasem w partie pokazowe, ale zawsze). Dzięki temu człowiek miał poczucie, że jednak nie siedzi na targach bez celu.
Poza tym cieszę się, że mogłem spotkać się ze znajomymi z różnych wydawnictw i sklepów, porozmawiać z nimi o planach, pomysłach czy zwyczajnie pogadać o niczym, a do tego oczywiście zagrać w nowe gry (m.in. udało mi się zagrać w Kazaam). Było to bardzo miłe, jednak czy aby się spotkać potrzeba nam wielkich i niezbyt tanich targów? Raczej nie.
P.S.
Byłbym zapomniał – jeżeli będziecie na jakiejkolwiek imprezie gdzie będzie wystawiało się Allegro.pl to pytajcie ich o krówki! Są naprawdę super smaczne ;o)
Byłbym zapomniał – jeżeli będziecie na jakiejkolwiek imprezie gdzie będzie wystawiało się Allegro.pl to pytajcie ich o krówki! Są naprawdę super smaczne ;o)
Archiwalne komentarze:












(0 głos)
Jako osoba współpracująca z firmą Albi, może się orientujesz czy firma w końcu planuje wydać Carcassonne w pełni po polsku czy nadal tzw. "polskie edycje" będą to wydania czeskie z dołożoną instrukcją po polsku?
Carcassonne mało nie kosztuje, dobrze się sprzedaje, więc wypadałoby w końcu docenić i uszanować polskich graczy i wydać grę porządnie, żeby pudełko nie kuło czeskim po oczach, bo przecież to jest POLSKIE wydanie, nie czeskie.
Pozdrawiam
To pytanie nie do mnie. Akurat tak sie składa, że przed targami kilka firm zgłosiło się do mnie o pomoc na targach, a akurat Albi było najszybsze. Jedyne co, to pomagałem w prowadzeniu stoiska, normalnie nie jestem związany z firmą więc nie wiem nic na ten temat.
Ale zapytam jak będę kiedyś się widział z kimś z biura.
anonimowy: Ja nie wiem skąd się bierze w polskich, oczywiście w godnych uszanowania, graczach taka niechęć do języków ;-).
A tak serio, to może to się po prostu nie kalkuluje. Carcassonne się i tak pewnie świetnie sprzedaje, instrukcja polska w zupełności widać graczom wystarcza.
uiek: A może opowiesz nam, jak wypadła ceremonia przyznania Gry Roku 2008 portalu gry-planszowe.pl? To znaczy czy frekwencja i tak dalej, komentarze graczy na świeżo. Pewnie coś tam było jednak słychać w okolicy po ogłoszeniu.
Czyli podobnie jak przy Warsaw Open - szumne zapowiedzi o tłumach, a potem pustki. Szkoda, że nawet obewcność gier komputerowych nie sprawiła, że sporo osób wpadło "przy okazji".
Prawda jest taka, że impreza sama w sobie nie była wcale zbyt dobrze rozreklamowana.
Tzn, niby na kilku bilbordach, w tramwajach i w radiu można było się czegoś dowiedzieć, ale tak naprawdę, nigdzie nie było dobrze napisane CO ma być na imprezie.
Bo gry na konsole podane tam gdzieś, mogą sprawiać wrażenie, że targi dotyczą tylko tych gier.
Organizatorzy zaprosili szkoły na piątek. Oczywiście, żadna szkoła nie ma w intencji uczyć dzieci grać na konsolach i komputerach, więc nie powiadomienie ich o tym, że będą tam planszówki dla dzieci, być może gry edukacyjne itp, mijało się z celem. I faktycznie, nawet pojedynczych osób z klasy nie było.
Ponadto, bilet wstępu za 10zł, nawet te 8 ulgowy... Jeżeli zapraszali te szkoły, to czego oczekiwali? Że przyjdą i jeszcze coś kupią, wydając już sporo kasy na wstęp?
Dla rodzin taka wycieczka to już spory koszt, a jak wiadomo, na miejscu dzieci na pewno nie jedną rzecz by chciały, żeby im kupić...
Do tego dochodzi 3. aspekt. Otóż tak naprawdę wystawcy też nie mieli do końca pojęcia na co się przygotować.
No skoro targi gier komputerowych, to jaka publiczność przyjdzie?
Niby gry dla dorosłych, ale podobno zaproszono szkoły.
Na stoisku Granny, która przygotowała ofertę gier, w które dorośli szczególnie mogą pograć, nie tylko z dziećmi, pojedyncze osoby, które przychodziły pytały o gry dla najmłodszych - bo z tym dalej się planszówki ludziom kojarzą.
Podsumowując, największą klapę te targi odniosły dzięki bardzo złemu marketingowi, bo wprowadzono przed targami błędne pojęcie co do ich przeznaczenia.
Pomimo: w trakcie wręczenia prowadziłem partię pokazową więc nie wiem jak wyglądało. Wiem tylko tyle, że szło przez głośniki, ale niezbyt głośno, ponieważ aby cokolwiek dokładnie usłyszeć to trzeba było się wsłuchać.
Tak naprawdę dopiero z fotorelacji na Polterze dowiedziałem się, w którym miejscu było wręczenie.
Zresztą przyznam szczerze, że cała ta akcja mnie niezbyt interesowała więc nie zaprzątałem sobie nią głowy.
Jak interesują Cię detale jak to wyglądało to może Grace coś napisze, bo ona widziała więcej ze stoiska, na którym pracowała.
Sztefan: porównanie z MWO jest dość trafne jeżeli chodzi o zainteresowanie z zewnątrz.
Hej! A ja tam byłem, miód i wino piłem...
Faktycznie, impreza-klapa. W piątek straszne puchy, w sobote lepiej, ale też luz. Ogólnie głupio to wyglądało: taka wielka hala, kilka stoisk i... dużo wolnego miejsca (bo nie było ludzi).
Ale to miało też swoje zalety: każdy zapytany wystawca był gotów ze mną zagrać (zapewne z nudów;). Dzięki czemu odbyłem partię Agricoli z miłym małżeństwem z Lacerty (pozdrawiam).
I te ceny! To było coś (to moje pierwsze targi). Muszę się częściej tam wybierać. Chociaż fakt, była w tym opłata ukryta w postaci tej ośmiozłotowej wejściówki.
Ogólnie nie żałuję, bawiłem się tam bardzo dobrze (turniej PitchCara), chyba też dlatego, że nie było tłumów (nie musiałem się dopychać do stoiska). Ale dla organizatorów: totalna klapa.
Grace: Zgadzam się. Zdawkowa informacja "targi gier" nic nie mówiła, plakat był mało zachęcający, mało sugestywny. Chociażby proste "gier komputerowych i planszowych dla wszystkich" trochę by zmieniło (albo zdjęcia gier "w akcji"). A z tego co widziałem wydawcy byli gotowi wszystkim prezentować swoje gry i wielu ludzi mogło się zainteresować. Cóż. Better luck next time.
Może napiszę z pozycji osoby, która NIE była.
Po pierwsze: miałem wrażenie, że planszówki są trochę na siłę przyczepione do imprezy i raczej będzie tłum (tak myślałem) ludzi żądnych pogrania w gry komputerowe, które będą robiły okropny hałas (jak w sklepach, gdzie można testowo pograć);
Po drugie: cena za wejściówkę 10 zł - sam bym nie poszedł więc wydatek się podwaja (a ryzyko było takie, że wszystko skończy się po niecałej godzinie, bo nie jestem zainteresowany grami komputerowymi, a zabezpieczeniami to w całkiem innym sensie).
Po trzecie: nie planowałem żadnych zakupów planszówkowych w tym okresie, a nawet gdybym zaplanował, to nie jest dla mnie takie oczywiste, że ceny będą takie korzystne, żeby się wybierać na "płatne" zakupy.
Po czwarte: jakoś przestała mnie interesować polska Gra roku :( - chociaż kiedyś byłem wielkim entuzjastą i namawiałem wszystkich znajomych żeby uczestniczyli w głosowaniu.
Jednego żałuję, że nie pograłem sobie z Michałem i Grace :).
grzegorz> a mozna sie dowiedziec dlaczego GR przestala Cie interesowac?
Trudno powiedzieć. Nie wszystko da się racjonalnie wyjaśnić :).
Aktualnie w przyznawaniu nagrody nie ma dla mnie dreszczyka emocji. Może to dobrze, ale przewidywalność do bólu, jakoś nie skłania do zainteresowania.
Dobrze się stało, że werdykt kapituły został potwierdzony przez "graczy i miłośników gier". To nie powoduje kontrowersji i dyskusji (których chyba nagroda miała już bardzo dużo w swojej krótkiej historii).
Nie wiem, czy byłbym w stanie wybrać jakąś grę z listy ubiegłorocznych premier. Wypadałoby w każdą zagrać z 2-3 razy, żebym mógł sobie wyrobić właściwe zdanie. Mam nadzieję, że te kilkaset osób to zrobiło i wiedzieli z czego wybierają.
Z innej strony na to patrząc, zawsze mogłem spojrzeć na boardgamegeek.com i zobaczyć co ma szansę wygrać. A potem zagłosować i być wśród zwycięzców. Myślę, że działają takie same mechanizmy, jak w innych wyborach (również parlamentarnych).
Poza tym chyba jednak nie jestem "graczem" ani "miłośnikiem gier" - po prostu gram :).
Gra Roku, to niewątpliwie bardzo dobra inicjatywa. Dużo zostało zrobione. A to, że nie czuję się adresatem jej wyników?
Zawsze byłem zdania, że gry będą popularne, gdy przy planszy usiądą wnuki, rodzice i dziadkowie - i wszyscy będą się dobrze bawić.
W każdym razie życzę wszystkim związanym z nagrodą powodzenia.
Nie chcę tym komentarzem wywoływać kolejnej dyskusji na temat nagrody. Trochę poczułem się zobowiązany odpowiedzieć na tak bezpośrednie pytanie, ale prosiłbym o nie wciąganie mnie w dalszą dyskusję.
Pozdrawiam serdecznie